wtorek, 16 sierpnia 2016

Rozdział XIII



   !!!UWAGA TEN ROZDZIAŁ JEST NA MAKSA DZIWNY!!!

Shadow

   Po wejściu moim oczom ukazało się małe drewniane pomieszczenie z jedną czerwoną kanapą i kilkoma toaletkami. W pokoiku było pełno dziewczyn ubranych bardzo podobnie do mnie. Jedna blondynka po ujrzeniu mnie od razu do mnie podbiegła i chwyciła mnie za rękę ciągnąc w stronę kanapy.
- Shadow, jak sądzę. – pokiwałam twierdząco głową. – Emma, miło mi. – uśmiechnęła się co odwzajemniłam. Przyglądałam się jej przez chwile i zauważyłam srebrne łuski. – Czarownica, dawna znajoma Magnusa. Tu wszystkie jesteśmy Podziemnymi, prócz ciebie. – mrugnęła do mnie.
- Eee, nie boisz się, że cię nakryją no, że wiesz nie jesteś człowiekiem? – zapytałam zdziwiona całą tą sytuacją.
- Spokojnie, jeszcze jestem przed nałożeniem makijażu. – prawdopodobnie się zaśmiała bo była uśmiechnięta i zaczęła drżeć. – Ale jak widzę ty już jesteś gotowa. Zasługa Isabel? – pokiwałam twierdząco głową a Emma uśmiechnęła się szeroko. – Daj mi chwilkę i zaraz pójdziemy. Jak sądzę chcesz mieć to jak najszybciej z głowy. – znowu potwierdziłam skinieniem.
   Dziewczyna szykowała się jakieś dziesięć minut rzucając różnego rodzaju czary i nakładając dość dużą ilość makijażu. Gdy była już gotowa zaprowadziła mnie do pokoju z dwiema rurami i magnetofonem. Całe ściany były wyłożone lustrami sięgającymi od podłogi z paneli aż po sufit.
- Zanim wyjdziesz na scenę pokaż co umiesz. Najwyżej gdy nie będziesz dość dobra – tu puściła znaczące oczko – użyję na tobie kilka moich zaklęć.
- Dobrze. – potwierdziłam i weszłam na rurę. Zaczęłam wykonywać akrobację, które pamiętam z lekcji. Dziewczyna weszła na drugą i zaczęła trochę bardziej wyzywający taniec niż mój. Zaczęłam powtarzać to co ona, dodając kilka figur ode mnie. Na twarzy Emmy widziałam uśmiech gdy na mnie patrzyła.
- No, no jesteś całkiem dobra. – stwierdziła gdy skończyłyśmy „trening” -  Chyba pora dać nauczkę młodym wilczkom. – mrugnęła do mnie okiem . Uśmiechnęłam się i dałam pociągnąć się za rękę do mojego głównego zadania.
   Znajdowałyśmy się za czerwoną kurtyną, która odgradzała nas od tłumu zazwyczaj pijanych, spoconych i napalonych mężczyzn. Odetchnęłam głęboko dwa razy i razem z Emmą ruszyłam na scenę. Widok, który ukazał się moim oczom był…obrzydliwy. Na scenie tańczyły już dwie dziewczyny, które były obmacywane z każdej strony. To właśnie nie, miałyśmy zmienić. Dałyśmy znać, że teraz my wchodzimy i się zamieniłyśmy. Cały lokal był oblegany przez mężczyzn. Do baru prowadziła długa kolejka a z drzwi wejściowych wpadało coraz więcej klientów.  Zaczęłam powtarzać układ, który ćwiczyłam kilka minut temu rozglądając się dyskretnie za Jace’m  i za naszymi wilczkami. Wypatrywanie zarówno jednych jak i drugich nie trwało długo. Od razu przez tłum zaczęła przedzierać się czwórka chłopaków. Od razu wyczułam, że to o nich chodzi. Zaczęłam pokazywać coraz to bardziej wyzywający taniec. Wilczki podeszły do mnie i patrzyli się na mnie jak na jakiś wielki stek aż ślinka im leciała. Zachichotałam w podświadomości. Chłopcy zaczęli się przystawiać coraz śmielej. Poklepywali, szczypali i płacili. W końcu najwyższy z nich chwycił moją dłoń i ściągnął mnie ze sceny. Emma się uśmiechnęła a ja przypomniałam sobie gdzie mam iść. Pociągnęłam chłopaka za rękę prowadząc go do jednej z sypialni. Za nami podążyła reszta watachy i Jace.
   Weszliśmy do dość sporej sypialni. Zamknęłam drzwi na klucz i schowałam go tak aby Wilczki nie wiedzieli gdzie, wcześniej razem z Emmą zamknęłyśmy okna żeby w razie czego moje ofiary się nie wymknęły. Jeden z chłopców (blondyn o piwnych oczach) uwcześnie uzyskując pozwolenie przywódcy pchnął mnie na łóżko i zaczął mnie obmacywać reszta chłopców po chwili do niego dołączyła. Całując mnie, rozbierając wyglądali tak jakby czekali aż będą mogli TO zrobić a po wszystkim mnie zabić. Nie doczekanie. Powoli zsunęłam z ręki bat i zadałam pierwszy cios. Wilczki od razu ode mnie odskoczyli. Na ich twarzach widać było wielki szok, zapewne domyślili się kim jestem. Na moich ustach zawitał triumfalny uśmieszek.
- Nocny Łowca! – wykrzyczał czarnowłosy. Zdzieliłam go batem w policzek z, którego zaczęła sączyć się krew. Widać tym gestem troszkę go zdenerwowałam gdyż zaczął się zmieniać.
- Głupia Nefilim. Jesteś jedna na nas czterech a w dodatku nie masz broni. – zadrwił ze mnie rudy przywódca. Korciło mnie aby zakończyć to wszystko ale postanowiłam trochę się nimi zabawić.
- Ja, głupia? Chyba coś Ci się pomyliło. – wyszczerzyłam swoje zęby i wstając z łóżka wyciągnęłam spod materaca nóż seraficki. Oczy całej czwórki gwałtownie się powiększyły nawet temu, który obecnie stał przede mną w postaci wilka. Zastanawiałam się czemu się po prostu na mnie nie rzuci.
- Dobra, może nie taka głupia ale i tak jesteś sama. Powiedz kim jesteś? Nigdy wcześniej nie widziałem ciebie w Nowym Jorku. – zagadnął przywódca.
- Jestem Shadow i w innych okolicznościach powiedziałabym, że miło mi ciebie poznać ale niestety tak nie jest. I można by powiedzieć, że pracuję od nie dawna. – chłopak już chciał coś powiedzieć gdy zza jego pleców wyskoczył brunet w swojej pełnej postaci wprost na mnie. Wbił swoje pazury prosto w mój brzuch. Zawyłam po czym wbiłam mu serafickie ostrze prosto w serce. Już więcej się nie ruszył.
- Zabiłaś mi brata! Pieprzona Suka. Nie daruję Ci tego. Tomas, Andrew na nią i nie oszczędzać jej ma zginąć w cierpieniach! – Teraz już wszyscy zamienili się w wilki. A ja mimo okropnego bólu w podbrzuszu uśmiechnęłam się gotowa do walki. Miałam nie zabijać tylko unieruchomić tak aby to Clave wymierzyło sprawiedliwość. Prawdopodobnie będą nie pocieszeni bo jeden z łamiących prawo leży martwy u moich stóp.
   Wszyscy w trójkę rzucili się na mnie. Odrzuciłam serafickie ostrze i przeklinałam siebie, że nie wzięłam ze sobą drugiego bata. Walczyłam jednym, pokrytym srebrem aby zadać im wystarczający ból aby w końcu przez niego padli nie przytomnie. Jeden z nich tak właśnie wylądował. Przywódca widząc to rzucił mnie o ścianę. Z mojej głowy poleciała krew. Za późno aby się wycofać i za późno aby wezwać Jace’a choć podejrzewam, że jest w pobliżu. Drzwi zostały tak zabezpieczone aby tylko osoba od środka mogła je otworzyć czyli ja gdyż klamka została potraktowana srebrem z resztą tak jak reszta drzwi. Z perspektywy czasu widzę, że naprawdę to był głupi pomysł. Z niewielkimi problemami wstałam na nogi i odrzuciłam od siebie jednego z wilków, który obecnie orał w moim policzku. Zamachnęłam się batem aby ten obkręcił się wokół tali wilka. Ruch był prawie precyzyjny prawie gdyż bat trafił w drugiego wilka, który ponownie się na mnie rzucił. Zostałam przygwożdżona do ściany wielkim cielskiem napastnika. Bat został mi brutalnie wyrwany z dłoni i zmiażdżony w pysku drugiego wilka. Mimo bólu zniszczył bat pokryty srebrem. Widziałam kontem oka, że w zasięgu mojej dłoni znajduje się mój miecz. Szarpnęłam się w tamtą stronę i już prawie mi się udało gdy Wilkołak zmiażdżył mi dłoń. Ponownie zawyłam. W moich żyłach popłynęła determinacja, która mówiła mi, że nie mogę się poddać. Skumulowałam całą swoją energie drzemiącą w moim ciele, ból tak jakby zniknął a ja zaczęłam dusić przygniatającego mnie wilkołaka, po chwili już nie żył. Wstałam, podeszłam do ostatniego funkcjonującego wilka i odcięłam mu łeb. Padłam na kolana. Doczłapałam się do drzwi, przekręciłam je i otwarłam. Całą adrenalina w sekundzie mnie opuściła.
- Jace, pomóż. – wyjąkałam gdy wypadając z pokoju wpadłam wprost na niego. W oczach Jace’a widziałam powagę i zmartwienie potem zapadła ciemność.

Jace

   Gdy Shadow wypadła z pokoju znieruchomiałem. Wyglądała koszmarnie. Zmiażdżona dłoń, rozorany policzek, wielka dziura w brzuchu. Zastanawiałem się jak Ona jeszcze żyje.  W mojej kieszeni zawibrował telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię mojej ukochanej Clary.
- Jace’e Herondale wytłumaczysz mi czemu pluję krwią, czuję ogromny ból i nie mogę ruszać dłonią? Co się stało z Shadow?! – wykrzyczała mi do ucha rudowłosa.
- Shadow jest umierająca, przyślij do mnie Aleca proszę tylko szybko. – odpowiedziałem bardzo cicho.
- Za minutę jesteśmy. – nie pomyliła się. Dokładnie minutę po tym jak się rozłączyła tuż obok mnie pojawiła się Clary i mój parabatai. Nic nie mówiąc rudowłosa podbiegła do Shadow, położyła ją na podłodze i zaczęła rysować runy uzdrawiające i runy na utratę krwi. Wzięła ją na ręce i przeszła przez bramę. Ja z Aleciem zajęliśmy się trzema ciałami i jednym nieprzytomnym wilkiem. Czemu mnie nie zawołała? Przecież mieliśmy plan. Jak tylko wyjawi kim jest zacznie krzyczeć moje imię i wkraczam do akcji a potem razem walczymy. Naprawdę nie rozumiem.

*********************************************************************************

   Hej wszystkim.
Nareszcie skończyłam 13 rozdział Bezimiennej. Jestem z tego zadowolona. Tak jak już wcześniej napisałam ten rozdział jest na maksa dziwny. Nie wiem co miałam w głowie pisząc go. Na prawdę nie mam pojęcia. Moim zdaniem wyszedł nie najgorszy ale to nie mi go oceniać. Męczyłam się z nim dość długo i już nie miałam siły go sprawdzać. Także bardzo przepraszam za błędy.
Odnośnie rozdziału Zaczarowanej Aileen. 13 rozdział miał już trzy strony A4 ale, że pisałam go nie na swoim laptopie tylko na laptopie taty gdzieś przepadł i teraz ze znajomym informatykiem próbuję go odzyskać. Dla tych co nie wiedzą co to Zaczarowana Aileen. Jest to mój pierwszy blog na który serdecznie zapraszam a także przepraszam, że informacja pojawiła się tu ale nie chciało mi się tworzyć osobnego postu.

Pozdrawiam Córka Razjela ☺


 

niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział XII



(Rozdział nie sprawdzony)
Shadow

   Można by powiedzieć, że po tym jak na nowo zatopiłam się w ciszy uciekłam do siebie. Po paru minutach poczułam jakże mi znane mrowienie a potem zobaczyłam Williama Herondala. Skuliłam się lekko i czekałam na ruch chłopaka.
- Eee, cześć? - ni to zapytał ni to odrzekł .
- Czego? - odpowiedziałam ostro.
- Shadow zechciej przyjąć moje najszczersze przeprosiny. Ale nie wytrzymałem. Wiesz jak to jest nie widzieć ukochanej osoby przez kilka wieków a później mieć nadzieję, że ja spotkasz ale nic z tego nie wyszło? - zapytał sfrustrowany i przygnębiony. W tym samym momencie do pokoju wpadli Jace, Clary, Alec, Izzy oraz mój Will. Zaczęli prawdopodobnie coś mówić gdyż zobaczyłam iż poruszają się im usta. Clary jako pierwsza oprzytomniała i podbiegła do mnie i usiadła koło mnie na podłodze.
- Co się stało? - pokazała.
- Moje zadanie do mnie przyszło. - odpowiedziałam. - Nie, nie wiem ale wiem jak to jest stracić wszystko co do tej pory miałeś. - zwróciłam się do ducha, który obserwował wszystko w wielkim skupieniu. - uwierz staraliśmy się przekonać Czarownie aby się ze mną spotkały. Po prostu nie da się. Nawet nie wiadomo czy One cokolwiek wiedzą o miejscu pobytu Tessy i Jema.
- Proszę spróbuj. Bardzo mi na tym zależy. – odpowiedział błagającym tonem.
- Dobrze, zrobię co w mojej mocy. Udam się do labiryntu bez pozwolenia. Ale jeśli będę miała przez to kłopoty osobiście cię uduszę. - powiedziałam grożąc mu palcem.
- Nie możesz. - zaśmiał się. W mojej głowie narodził się plan, który prawdopodobnie i tak nie wypali.
- Ja mogę wszystko. - posłałam mu łobuzerski uśmieszek. Gwałtownie wstałam z podłogi i rzuciłam się na ducha z wyciągniętymi rękami. Myślałam, że czeka mnie spotkanie ze ścianą, ale się pomyliłam. Moje ręce znalazły się na jego szyi. W jego oczach można było dostrzec nutkę przerażenia. A myślałam, że taka postać jak William Herondale niczego się nie boi. Miłe zaskoczenie.
- Jak ty to zrobiłaś? Przecież to nie możliwe. - zapytał zaskoczony. Puściłam jego szyję a on popatrzył się na mnie z niekrytym zdziwieniem.
- Nie mam bladego pojęcia. Myślałam, że wlecę w ścianę. - powiedziałam. Przez chwilę żadne z nas nic nie mówiło. A ja myślałam. - Kiedyś Isis wspominała coś o rozwinięciu mojego daru i o dotykaniu duchów. Może to to? - zapytałam się bardziej samą siebie niż chłopaka. Co dziwne Will został w postaci nastolatka a nie staruszka.
- Może ale w każdym bądź razie nie rób tego nigdy więcej. - rozkazał. Zaśmiałam się.
- Niepokonany William Herondale boi się szesnastoletniej Nefilim, która dopiero co zaczęła szkolenie? - duch pokiwał twierdząco głową. - Jak mam się z tobą skontaktować gdy się czegoś dowiem? - zapytałam.
- Wymyśl coś. W końcu to ty możesz dotykać duchów. - powiedział i zniknął. Sapnęłam podminowana. Jak ja tego nienawidzę! Zjawia się kiedy chce a potem znika kiedy tylko chce.
- Shadow, wszystko ok? - podbiegła do mnie zmartwiona Clary i Izzy. Ta druga potrząsała mną a pierwsza pokazywała słowa.
- Tak, a co? - odpowiedziałam. Obydwie dziewczyny przytuliły się do mnie.
- Czułam jakbym straciła z tobą więź. - powiedziała Clary. Widać było, że była cała roztrzęsiona.
- W ogóle nie kontaktowałaś. Nawet nie drgnęłaś gdy Jace dał Ci do powąchania swoje skarpetki. - kontynuowała czarnowłosa.
- Jak mogłyście? Będę miała spaczony nos do końca życia. - zaśmiałam się. Skierowałam się w stronę chłopaków, którzy stali w drzwiach. Na twarzy blondyna widniał wielki uśmiech. - Jesteś podły. Ale żeby skarpetki? Nie było no nie wiem na przykład lawendy?
- Trzeba było działać. Nie było czasu na latanie po łące. - odpowiedział. Ani z jego ani z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Na twarzy Aleca też pojawiło się lekkie podniesienie kącików ust.
- Tak, na pewno. Przyznaj, że chciałeś sprawdzić czy twoje stopy tak śmierdzą, że ktoś się przez nie przekręci. Jak widać nie działają czyli nie jest z tobą aż tak źle. – odpowiedziałam z udawaną powagą.
- A teraz na poważnie co się z tobą działo? - spytał Alec. Najstarszy z nasz wszystkich.
- Po pierwsze chyba rozwinęłam swoją moc do maksimum. Mogę dotykać duchów. A po drugie chyba nie kontaktowałam dla tego bo... - szukałam logicznego wytłumaczenia - nie wiem. Zdawało mi się, że słyszycie to co mówię. Tak było w przypadku spotkania z Isis. Ja Was widziałam. Nie wiem może na chwilę odcięłam się od tego świata? Na prawdę nie wiem. - wytłumaczyłam.
- My też nie. A co powiedział mój przodek.?- spytał Jace. Zaśmiałam się.
- Wiem po kim masz charakterek. Narzekał jak to jest nie widzieć swojej ukochanej przez kilka wieków i prosił o pomoc. Spróbuje mu pomóc, ale będę musiała nielegalnie dostać się do Labiryntu. – odpowiedziałam, poważniejąc.
- Na Anioła nigdy nie odpuszczasz, prawda? – zapytał Will, po czym przytulił mnie od tyłu całując moje włosy. Okręciłam się tak abym była twarzą w twarz z chłopakiem.
- Chyba tak po prostu mam. – odpowiedziałam. – tak w ogóle Will, musimy porozmawiać. – widząc twarze reszty zebranych dodałam. – na osobności. – chłopak pokiwał twierdzącą głową i wyszliśmy do jego pokoju rzucając przy wyjściu tylko ciche przepraszam.
W pokoju chłopaka siedliśmy na jego łóżku. Bardzo stresowałam się tym co mam zaraz mu powiedzieć. Zaczęłam bawić się kawałkiem mojej bluzki. Nie wiedziałam jak zacząć tą rozmowę westchnęłam i zaczęłam mówić a raczej pokazywać. O dziwo chłopak wcale nie pośpieszał mnie z wypowiedzą za co będę mu wdzięczna aż do końca życia.
- Will jak pewnie zauważyłeś od pewnego czasu na mojej lewej dłoni widnieje tatuaż. Nie zrobił go żaden przypadkowy duch tylko Isis – moja matka i Bogini oraz opiekunka dusz. – chłopak wyszczerzył oczy i gwałtownie się ode mnie odsunął tak jakbym była trędowata. Nie powiem zabolało mnie to. – Ja wiem jak to wszystko wygląda ale to niestety prawda. Will jestem Heroską i Nocną Łowczynią.
- To nie może być prawda! Coś takiego w ogóle nie mogło się zdarzyć, słyszysz? To jest nie możliwe! – zaczął energicznie wymachiwać rękami.
- Wiesz jeszcze kilka miesięcy temu, nie przypuszczałam, że TEN świat naprawdę istnieje. Ale dobrze jeżeli mi nie wierzysz to ja już lepiej pójdę. Nie powinnam Ci tego mówić. – wstałam z łóżka i już otwierałam klamkę drzwi  ktoś pociągnął mnie w swoją stronę.
- Ja Ci wierzę, słyszysz wierzę Ci! – po pokazanych słowach przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Po chwili wahania oddałam go i pogłębiłam. – Kocham Cię. – pokazał gdy oderwaliśmy się od siebie. Byłam cała zasapana podejrzewam, że chłopak też.
- Ja ciebie też. – odpowiedziałam i mocno przywarłam do jego ust.
- Możesz opowiedzieć mi coś więcej? Coś czuję, ze nie powiedziałaś nam wszystkiego gdy tłumaczyłaś co powiedziała twoja matka. Gdzie masz się udać?- spytał chłopak po czym czule zaczął gładzić mnie po włosach.
- Mam udać się w „rodzinne strony" do rodzeństwa. Podobno jedna z moich sióstr przewidziała coś strasznego i chce mi to powiedzieć aby mnie ochronić. – wytłumaczyłam. W oczach chłopaka można było zobaczyć zdziwienie. Padłam na łóżko a chłopak zaraz zrobił to samo i obrócił się w moja stronę abym lepiej go widziała.
- Ty masz rodzeństwo? – zapytał. Westchnęłam przeciągle.
- Można by tak powiedzieć. W sumie 12 a ja jestem najmłodsza. Matka każdego z nas wysłała na Ziemię do innych rodzin po czym zaczęła nam się ujawniać gdy odkryliśmy swoje moce. Teraz z powrotem nas sprowadza abyśmy się szkolili na dobrych herosów. W końcu nie mamy całej wieczności. –po mojej wypowiedzi mrugnęłam do Willa.
- To okrutne. Czemu Was rozdzieliła?- spytał.
- Podobno to bardziej skomplikowane niż mogło by się wydawać. Każdy z nas jest połączeniem Isis z innym człowiekiem co bądź co bądź jest zakazane. Gdybyśmy nie odkryli swoich mocy na Ziemi zabili by nas.
- Kto, kto by Was zabił. – spytał poddenerwowany.
- Will czy ty w ogóle nie myślisz? – odrzekłam i pokręciłam głową. – jak widać nie ale i tak cię kocham. – mrugnęłam do niego a na jego policzki wskoczyły delikatne rumieńce. – inni Bogowie chcieliby naszej śmierci ale nie wiem dlaczego. – odpowiedziałam
- Kiedy wyjeżdżasz i na jak długo?
- Dzisiaj w nocy.- odparłam ze spuszczoną głową a po moich policzkach spłynęła pojedyncza, słona łza. – na kilka miesięcy. Poczekaj chwilę muszę coś załatwić. – kiwnął lekko głową. – Isis , matko wszystkich duchów a także moja matko błagam przybądź do mnie i wysłuchaj mnie.,-dzięki mojemu wezwaniu tatuaż na lewej ręce zaczął świecić na złoto. Zamknęłam oczy a gdy je otworzyłam ujrzałam moją matkę. - cześć mamo. -przywitałam się.
- witaj córko. - odpowiedziała z wielkim uśmiechem na ustach - co było tak ważne aby mnie wzywać
- to nie wystarczy żeby córka poprosiła o spotkanie z matką? - Isis popatrzyła na mnie z podniesioną prawą brwią. - no dobra, dobra. Mamo ja nie mogę wyjechać na tak długo. Dopiero co do nich wróciłam i zyskałam chłopaka oraz parabatai. Ja na prawdę nie mogę, za dużo mnie tu trzyma.-powiedziałam ledwie słyszalnym głosem. Bogini usiadła koło mnie i zaczęła przytulać.
- skarbie ja wiem co czujesz ale musisz ze mną pojechać aby móc się bronić. Zdolności Nefilim nie wystarczą aby pokonać bogów. Możemy zrobić tak, że na początek pojedziesz ze mną co najwyżej na tydzień potem po ślubie twoich przyjaciół przybędziesz na szkolenie. Zgoda?
-Tak ale pod jednym warunkiem, mogę zabrać ze sobą jedną osobę?
- Dziecko, co ja z tobą mam? - mówiła ocierając mostek swojego nosa. - ale tylko jedną.- przytaknęłąm
- Dzięki Isis , znaczy mamo. - po tym wtuliłam się w nią. - To co do zobaczenia za kilka godzin. - mama dała mi całusa czoło i zniknęła.
Gdy się ocknęłam z rozmowy zobaczyłam, że Will trzyma moją lewą dłoń a gdy zobaczył, że znowu kontaktuje dał mi delikatnego całusa.
- Will - zaczęłam niepewnie. - moje i twoje plany trójce się pozmieniały. Wyruszasz ze mną do mojej rodziny oczywiście jeśli tylko będziesz chciał i nie martw się jedziemy tylko na tydzień. - w oczach chłopaka można było dostrzec pewnego rodzaju ulgę.
- nie powiem ulżyło mi. Przynajmniej będę mógł Cię chronić. - uśmiechnął się i delikatnie złączył nasze usta w pocałunku. Bez zawahania go oddałam i wplotłam swoje dłonie w jego miękkie włosy. Odsunęłam się od niego aby złapać tchu.
- koniec tego dobrego czas się zacząć pakować- posłałam mu ciepły uśmiech a gdy zaczynałam wstawać ten z powrotem pociągnął mnie na materac.
- jeszcze nie. - powiedział i zaczął odpinać guziki mojej czarnej koszuli. Dając ponieść się chwili zrzuciłam z niego t-shirt i zaczęłam jeździć opuszkami palców po jego umięśnionym torsem naznaczonym wieloma bliznami i runami. Gdy mieliśmy posunąć się o krok dalej do pokoju wleciał rozweselony Jace.
- Nie przeszkadzam? - spytał pokazując rękoma, cały czas dziwnie się uśmiechając.
- Nie skąd, że znowu. Właśnie miałam wychodzić. - odpowiedziałam pokazując mu język.
- To dobrze się składa bo właśnie poszukuję kogoś do polowania a ty nadajesz się do tego idealnie. - odpowiedział z chytrym uśmeszkiem.
- dorosły a zachowuję się ja dziecko - mruknęłam - no nic w każdym bądź razie chyba o czymś zapomniałeś ja jestem głucha.
- no i co z tego. Do twojej dzisiejszej roli nie potrzebny słuch tylko młoda, ładna buźka a ty takową posiadasz.
- ech - westchnęłam. - to na kogo polujemy i do czego ja Ci w takim razie będę potrzebna. - zapytałam.
- Na grupkę podnieconych, młodych i łamiących prawo wilkołaków. A ty będziesz moją słodką przynęta.
- Dobra zgadzam się ale mam dwa warunki. Pierwszy załatwisz mi mój pierścień rodowy, nowe sztylety i zatrute strzały a drugi masz się nie dać zabić nie chcę mi się ciebie drugi raz taszczyć. Umowa stoi?
- Stoi. - odpowiedział.
- Will jest tego świadkiem. Zrób to o co cie prosiłam i czekaj na mnie po północy. - pokazałam mu i mrugnęłam  do niego. Razem z Jacem wyszliśmy z pokoju chłopaka.
- Idź do Izzy ona pomoże Ci się przygotować. - odpowiedział.
- Takie pytanko dlaczego to musiałam być akurat ja?
- Bo jesteś najmłodsza.
- Hahaha bardzo śmieszne. - chłopak posłał mi zabójcze spojrzenie. - Nie patrz się tak.
- Idź już bo mamy mało czasu, a u Isabel spędzisz co najmniej dwie godziny. - bez odpowiedzi ruszyłam do czarnowłosej. Zapukałam do drzwi i po mniej niż sekundzie już znajdowałam się w środku pokoju. Zobaczyłam mnóstwo ubrań i kosmetyków. Załamałam się.
- Izzy o co tu chodzi?
- Cicho. Nie mamy czasu. Przymierzaj. - powiedziała wręczając mi kawałek czegoś co zapewne kiedyś było spódniczką. Bez większych dopytywań ubrałam to coś na siebie. Przymierzałam resztki ubrań chyba z pół godzin aż w końcu Izzy się na coś zdecydowała. Zasłaniając lustro abym nie mogła się przejrzeć zaczęła robić mi makijaż i fryzurę.
- Gotowa? - spytała. Nie pewnie pokiwałam głową. Izzy zamachnęła się i jednym zwinnym ruchem zdjęła tkaninę zasłaniającą lustro.
- Aaaa. Izzy co to ma być wyglądam jak kurwa! (dop. aut. przepraszam jeśli kogoś tym uraziłam).
- Właśnie o to mi chodziło. Tak masz wyglądać. - ubrana byłam choć trudno powiedzieć, że ubrana byłam w srebrną spódniczkę sięgającą zaledwie do pół pośladka odkrywając przy tym czerwone stringi. Górą była także srebrna, prześwitująca bluzka przez, którą widać było moje piersi gdyż byłam bez stanika. Wszystkie moje runy były zakryte przez fluid. Na widok makijażu chciałam zapaść się pod ziemię. Strasznie czerwone usta i duża ciemna a zarazem zadziorna kreska na powiece. Do tego czerwone sandałki na wysokim 25 centymetrowym obcasie. Włosy były jedyną w miarę przyzwoitą rzeczą w moim ubiorze lekko pokręcone z czerwoną kokardką z tyłu głowy z napisem Sex.
- Isabel Sofio Lighwood  zamorduje cię. Przecież miałam tylko zwabić napalonych wilkołaków do siebie a nie wszystkich zboczeńców w okolicy.
- A co ty myślałaś przez "napalone wilkołaki". Myślałaś, że wyjdziesz na ulicę w zwykłych ubraniach i oni do ciebie przyjdą. No to żeś się pomyliła. Nie martw się robiłam to już wiele razy gdy byłam trochę młodsza albo miałam zwabić starszych. A teraz uciekaj bo Jace się zapewne niecierpliwi. A zapomniałabym tu masz bat ze srebra, jak by za bardzo harcowali wiesz co zrobić. - założyła mi bat na prawą rękę i wypchnęła z pokoju. Przed drzwiami stał w pełnym ekwipunku i stroju bojowym nie kto inny jak Jace.
- No na reszcie, ile można było czekać. - powiedział nie patrząc się na mnie. Gdy odwrócił na mnie wzrok jego buzia spotkała się z podłogą a on sam jedynie wydusił. - łał, jak dziwka.
- Nic nie mów bo zabiję. A teraz choć. - wzięłam od niego mój czarny płaszcz, założyłam go na siebie i ruszyłam  w stronę wyjścia. Po chwili usłyszałam kroki zaraz za mną, wyszliśmy z Instytutu i Jace zaczął prowadzić mnie w jakieś miejsce. Po niespełna 20 minutach drogi gdzie prawie zabiłam się trzy razy i skręcałam kostkę na której Jace musiał co chwilę rysować iratze a ja nakładać fluid przez te głupie szpilki dotarliśmy do budynku z którego wydobywała się głośna muzyka i wiwaty mężczyzn.
- No to jesteśmy na miejscu. - stwierdził Jace.
- Przecież to jest klub ze striptizem. - stwierdziłam.
- Ooo tak. Umiesz tańczyć na róże, prawda? - spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Skąd to wiesz? I tylko gimnastykę nic wyzywającego. - chłopak nic nie odpowiedział i skierował się do bocznych drzwi gdzie czekał Magnus Baine. - Magnus?!
- Witaj biszkopciku. - przywitał się. - Wszystko już załatwione, wilczki są w środku. - powiedział do Jace'a co wyczytałam z ruchu jego ust. - Emma cię wprowadzi. Wejdź do środka. Tak w ogóle przepraszam. - powiedział otwierając mi drzwi.
- Jace, nie żyjesz. Przysięgam na Anioła, że cię dopadnę. - posłałam mu zabójcze spojrzenie. Już miałam przekroczyć próg klubu kiedy ktoś mnie szarpnął za rękę.
- Płaszcz. - oznajmił blondyn. Niechętnie go zdjęłam i mu go rzuciłam. - miłej zabawy. - weszłam do środka a kontem oka zobaczyłam jak Jace nakłada sobie runę niewidzialności, a potem zamykające się drzwi.
*********************************************************************************

   Cześć. Niestety mam ciężką przypadłość czyli brak weny i kompletnie nie wiem co dalej napisać. Mam napisany kawałęk rozdziału XIII i nie umiem go skończyć. Więc jak pewnie się domyślacie następny rozdział pojawi się Bóg wie kiedy.
Za wszystkie błędy przepraszam i życzę udanych wakacji.

Pozdrawiam i przepraszam Córka Razjela

poniedziałek, 30 maja 2016

Rozdział XI


************************************
Shadow

   Mijały tygodnie, dnie, godziny.
Słuch wbrew przekonań wszystkich zaczął powoli wracać. Zaczęłam słyszeć wysokie dźwięki. Straciłam wszystkie pieniądze jakie miałam i wylądowałam na ulicy. Bez jedzenia, wody tylko z kołczanem na placach. Zostałam skazana na żebractwo, wyłudzanie chciałabym powiedzieć, że nigdy nic nie ukradłam jednak w tedy bym skłamała. Kradłam picie, jedzenie, pieniądze jakieś ubrania. Wszystko co mogłoby mi się przydać. Stoczyłam się i to bardzo. Jednak nigdy nie pracowałam jako prostytutka czy coś w tym rodzaju. Proponowali mi to nie raz ale miałam na tyle godności aby odmówić. Wiedziałam, że nawet gdyby ktoś ze znajomych mnie znalazł brzydziłby się mną. Najbardziej brakowało mi Clary, Aleca i przede wszystkim Willa. Powiedziałam mu kiedyś, że nic do niego nie czuję. Kłamałam. Tak naprawdę odkąd zobaczyłam go pierwszy raz coś od razu zaiskrzyło. Nie chciałam tego mówić bo wiem, że bym go zraniła. Nie jestem gotowa na związek. Jestem po prostu szmatą. Fajne mniemanie o sobie prawda? Zbliżał się poranek. Mój brzuch dawał o sobie głośno znać. W końcu komu się dziwić nie jadłam od tygodnia.
Najbliższy sklep w którym jeszcze nie byłam jest dziesięć kilometrów stąd. Stąd czyli jakiegoś mostu na obrzeżach Rzymu. Zabrałam wszystko co miałam i ruszyłam.

************************************
Clary

   Wyruszyliśmy na ostatnie wielkie poszukiwania Shadow. Straciliśmy już prawie całą nadzieję. Wszyscy zastanawiali się jak Ona mogła nam to zrobić? Magnus próbował dopracować bramę ale niestety żadnych efektów nie było.
Przeszłam ostatni raz przez Bramę i wylądowałam gdzieś na obrzeżach Rzymu. Zaczęłam gorączkowo szukać. Przede mną mignęła jakby znana postać. Te same piękne włosy, wzrost się też zgadzał. Pędem pobiegłam za owa postacią. Załapałam ją za ramię i obróciłam w swoją stronę. Dziewczyna zaserwowała mi pożądanego kopniaka w brzuch. Mimo bólu unieruchomiłam ją. I zaczęłam się jej przyglądać. Miałam rację to była ona. Co prawda cała brudna ale jednak ona. Najwidoczniej Ona też mnie rozpoznała i przestała się wiercić. Z jej oczu zaczęły płynąć łzy, które szybko otarłam. Prawdopodobnie nie miała na sobie runy niewidzialności bo wokół nas zebrało się nie lada zbiorowisko. Wszyscy się na nas a w zasadzie na Shadow patrzyli. Pokazałam jej aby była cicho i pomogłam jej wstać. Ciągnąc ją z rękę pobiegłyśmy do parku. Rozejrzałam się i narysowałam jej runę niewidzialności. Zaczęłam rozmawiać z nią w języku migowym.
- Na Anioła to naprawdę ty. Już traciliśmy nadzieję na odnalezienie ciebie. Will tracił zmysły. Miał coraz częstsze napady. Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy? Jak mogłaś nam t o zrobić? Co się z tobą działo przez ten cały czas? - spytałam. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Wzięłam ją w objęcia i mocno do siebie przytuliłam. Ona przez chwilę trwała w uścisku a potem się ode mnie odsunęła. Na jej twarzy było widać ślady po łzach.
- Clary, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś Cię zobaczę. Jak mnie znalazłaś? Ale zapewne nie odpowiesz mi na moje pytanie jeśli ja nie odpowiem na twoje prawda? - pokiwałam twierdząco głową. - więc tak. Dopóki miałam pieniądze żyłam w jakimś motelu. Później je straciłam a nikt nie chciał zatrudnić kaleki. Więc wylądowałam pod mostem bez niczego no może nie licząc steli i łuku. Clary ja nie mogę do Was wrócić. Clave i tak odbierze mi runy albo coś w tym stylu. Przecież kaleka nie może być Nocnym Łowcą. Zrobiłam to dlatego aby nie stwarzać Wam problemu chodź jak widzę nie za dobrze mi to wyszło. - uśmiechnęła się ponuro. Moje serce się mocniej ścisnęło.
- Nie sprawiasz nam żadnych problemów. Jesteś naszą rodziną kiedy to do ciebie dotrze?
- Ale wiesz co? Zaczęłam słyszeć wysokie dźwięki. Czasem zdarza mi się usłyszeć jakieś słowo. A poza tym mogę dalej słyszeć duchy. – na jej twarzy zagościł wielki, optymistyczny uśmiech. - Może jest nadzieja?
- Na pewno. A teraz róż tu swoje dupsko i wracaj ze mną do Instytutu. Zrozumiano moja panno?
- Tak. Nawet nie wiesz jak się za Wami stęskniłam. Narobiłam Wam tyle problemów chodź w cale ich nie chciałam. Przepraszam. - ponownie przytuliłyśmy się. I trwałyśmy tak przez dobre dziesięć minut. Po tym czasie otworzyłam Bramę i razem przez nią przeszłyśmy.
Gdy przeszłyśmy nikogo nie było nawet Simona, który powinien pilnować Instytutu. Ostatnio bardzo się zmienił i wszyscy to doskonale wiedzieli. Shadow po powrocie do domu poszła się odświeżyć a ja zaczęłam do wszystkich dzwonić. Po paru sekundach wszyscy byli już na miejscu nie dowierzając, że zguba nareszcie się znalazła.
Czekaliśmy i rozmawialiśmy przed schodami kiedy niespodziewanie dołączyła do nas Shadow. Wszyscy rzucili się na nią i mocno ją przytulili. Will podniósł ją w ramionach i zaczął namiętnie całować. Ta bez ogródek oddała pocałunek. A reszta zaczęła im wiwatować. Całą sielankę przerwał przeraźliwy krzyk dziewczyny. Złapała się za uszy i zaczęła wykrzykiwać słowa.
" Isis przestań. Zrobię co zechcesz tylko ich nie krzywdź. Isis błagam, błagam. Odejdź. W cale nie wybrałam sobie takiego losu. Mówiłam co bym zrobiła gdybym mogła. Nie, nie weźmiesz go tam. Isis co mam zrobić? Proszę przestań. Nie, nie mogę tego zrobić. Śmierć. Zrobię co zechcesz tylko nie to. Dobrze pójdę tam. Żegnaj Isis" - puściła swoje uszy i wtuliła się w tors Willa. Zaczęła płakać. Chłopak chwycił jej podbródek tak aby na nią spojrzała zrobiła to i teraz gorączkowo przypatrywała się w ruchy Willa.
- Wiesz, że powiedziałeś zgniły makaron prawda? - odpowiedziała wesoło. Wszyscy wybuchli śmiechem. - Zapewne chodziło Ci co tu się przed chwilą stało. - chłopak pokiwał twierdząco głową. - Isis to eee... jak by to powiedzieć matka wszystkich dusz. Pokazywała mi obrazy co się stanie gdy nie zaakceptuje tego kim jestem. Z śmiercią chodziło o to, że dała mi pewien wybór wolałam umrzeć niż zrobić to co mi kazała. Ale to nie ważne na razie nie umrę raczej muszę znowu spróbować pomóc Herondalowi i Tessie. Tym razem stawka jest dość wysoka bo jeśli nie uda mi się tego dokonać skrzywdzi najbliższą osobę jaką mam. Ciebie Will, a mnie samą zabierze na zawsze do krainy dusz abym stamtąd mogła pomagać. - spuściła głowę ze smutku.
- Co za wstrętne babsko! - powiedział Jace. Shadow skierowała do niego głowę.
- Nie wcale nie. Ona jest miła ale musi mnie jakoś zmotywować. Wcześniej gdy spotkałam ją pierwszy raz powiedziała, że do końca życia będę rozmawiała tylko z duchami. Jednak coś się zmieniło. Jeden z jej duchów wyrządził mi krzywdę więc inny duch to naprawi własnym kosztem. Gdy wykonam zadanie odda mi słuch. Teoretycznie bębenki słuchowe po jakimś czasie zrastają się samoistnie ale w moim przypadku zostałam skrzywdzona przez nadprzyrodzone zjawisko więc wiecie. - uśmiechnęła się do wszystkich.
- Dlaczego mnie usłyszałaś? - zapytał zdziwiony Jace.
- Można by powiedzieć, że to taki mały prezent od niej na dowód, że nie kłamie. Ten stan utrzyma się Jeszce tylko przez godzinę później znowu cisza.
- Współczuję. - odpowiedział Alec.
- Nie ma czego. Da się przyzwyczaić. A teraz wiecie na co mam ochotę póki słyszę? - wszyscy zgodnie zaprzeczyliśmy. - Na porządny, wyczerpujący trening. Przez te parę tygodni prawie wcale nie miałam wysiłku fizycznego. Chcę trochę zmęczyć me mięśnie. - uśmiechnęła się i zaczęła wychodzić w stronę sali treningowej. Mieliśmy wybałuszone oczy. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo i pobiegliśmy za nią wszyscy razem.
Na sali zastaliśmy Shadow chodzącą po belce.
- Nie kazałam Wam za mną przychodzić ale dzięki. - wykrzyczała. - W sumie dobrze, że tu jesteście bo jakoś nie za bardzo orientuję się jak z tego zejść. - wybuchła śmiechem. Will wspiął się do niej jednym susem i zaczął tłumaczyć co ma zrobić.
- Mała pomyślałaś gdy tam wchodziłaś co by się stało gdybyśmy za Tobą nie poszli? - zapytał rozśmieszony Alec.
- Prawdopodobnie, usłyszelibyście mój krzyk nawet w Canadzie. Wtedy zastanawialibyście się co się stało i, i tak wylądowalibyście  tu. Wszystko przemyślane. - uśmiechnęła się i zeskoczyła robiąc salto w powietrzu. Niestety gdy już była przy ziemi coś poszło nie tak. I przy samej ziemi zawisła głową w dół.
- Ej, pomoże mi ktoś? - zapytała śmiejąc się. Jej głową zaczęła robić się cała czerwona.
- Nie raczej nie. Poczekamy aż twoja głowa osiągnie odcień buraka. - Jace zaśmiał się i podszedł do niej a potem ją zdjął. Will wylądował zaraz obok niej. Przytulając ja do siebie.
- Dzięki za pomoc. To co teraz? - zapytała zdejmując z siebie uprząż.
- Jak widzę roznosi Cię energia. W takim razie co powiesz na mały sparing? - słusznie zauważył mój ukochany. Nie wiem czemu ale odkąd Shadow wróciła do nas ma oznaki ADHD.
- Zawsze. - posłała mu łobuzerski uśmiech. Obydwoje weszli w okrąg na środku sali. Reszta z nas wycofała się na jego obrzeża. I się zaczęło. Shadow dzielnie walczyła ale po 10 minutach  leżała przyszpilona do podłogi. Zaczęła mówić, że się poddaje a mój ukochany z niej zszedł. Na ustach dziewczyny cały czas gościł promienny uśmiech. Po skończonym treningu dziewczyny. Wszyscy rozeszli się do siebie. Po jakiś piętnastu minutach postanowiłam iść do Shadow. W końcu został jej już tylko kwadrans słuchu. Przechodząc obok jej pokoju usłyszałam jak ktoś śpiewa. Nastawiłam uszu i zaczęłam słuchać:

Nobody sees, Nobody knows
We are a secret, can't be exposed
That's how it is, That's how it goes
Far from the others
Close to each other

In the daylight, in the daylight
When the sun is shining
On the late night, on the late night
When the moon is blinding
In the plain sight, Plain sight
Like stars in hiding
You and I burn on, on

Put two and to-gether, for-ever
Wi'll never change
Two and to-gether
Wi'll never change

Nobody sees, Nobody knows
We are a secret, can't be exposed
That's how it is, That's how it goes
Far from the others
Close to each other

That's when we uncover, cover, cover
That's when we uncover, cover, cover

My asylum, My asylum
Is in your arms
When the world gives heavy burdens
I can bear a thousand times
On your shoulder, on your shoulder
I can reach an endless sky
Feels like paradise

Put two and to-gether, for-ever
Wi'll never change
Two and to-gether
Wi'll never change

Nobody sees, Nobody knows
We are a secret, can't be exposed
That's how it is, That's how it goes
Far from the others
Close to each other

That's when we uncover, cover, cover
That's when we uncover, cover, cover

We could build a universe right here
All the world could disappear
Wouldn't notice, wouldn't care

We could build a universe right here
The world could disappear
I just need you near

Nobody sees, Nobody knows
We are a secret, can't be exposed
That's how it is, That's how it goes
Far from the others
Close to each other

That's when we uncover, cover, cover
That's when we uncover, cover, cover
That's when we uncover
   
   Gdy dziewczyna skończyła byłam można by powiedzieć wzruszona. Nie sądziłam, że Shadow umie śpiewać a co dopiero tak pięknie. Szybko weszłam do jej pokoju. I zastałam ją siedzącą na łóżku całą zapłakaną wpatrującą się w okno.
- Shadow to było piękne! - szybko otarła łzy i odwróciła głowę w moją stronę. - czemu płaczesz?
- Dziękuję. I to nic takiego. Po prostu brakowało mi śpiewu a dzisiaj nareszcie mogłam to zrobić. Jestem związana z tą piosenką. Co może wydać się dziwne ale przypomina mi Adama. - uśmiechnęła się smutno. Podeszłam do niej i siadłam na łóżku.
- Tęsknisz za nim. - stwierdziłam fakt.
- Jasne, że tęsknie. Ale nie pora teraz na takie błahe sprawy jak tęsknienie za udawanym bratem. Teraz tu jest moje miejsce. W każdym bądź razie tak mi się zdaje.  - nastała chwila ciszy ale nie, nie zręcznej tylko takiej przyjemnej. Po czym kontynuowała. - Clary w zasadzie od dawna chciałam zadać Ci to pytanie. Nie zadawałam go wcześniej bo wiem, że jesteście tu wszyscy bardzo ze sobą związani a ja wtargnęłam w wasze życie, ale muszę zadać to pytanie bo zwariuję. A teraz jest idealna szansa aby usłyszeć twoją odpowiedź. - umilkła i wpatrywała się w moje oczy tak jakby chciała pozwolenia na kontynuację. Pokiwałam twierdząco głową na znak aby mówiła. Coś czułam, że wiem co chce mi powiedzieć. - Clary czy ty zostaniesz parabatai takiej kaleki jak ja? - po zadaniu tego pytania szybko odwróciła głowę z powrotem w stronę okna.
- W zasadzie myślałam o tym samym co ty. I właśnie po to tu do ciebie przyszłam ale jak widzę uprzedziłaś mnie. - skierowała głowę z powrotem w moim kierunku. W jej oczach było widać zaskoczenie, niedowierzanie, ciekawość?  - Jasne, że zostanę twoją parabatai. - uścisnęłam ją mocno.
- Dddusisz mnie. - wychrypiała. Puściłam ją jak oparzoną a dziewczyna wybuchła śmiechem. - szczerze nie za bardzo wiem jak powinna odbyć się ta ceremonia. - powiedziała.
- Spokojnie, już Ci tłumaczę. Więc ogólnie przysięgę składa się przed Radą ale ze względu na to, że mamy mało czasu i parę lat temu uratowaliśmy świat od zagłady przysięgę złożymy u nas. Poproszę Jię aby jak najszybciej się tu zjawiła i wypełnimy przysięgę. Mam taką cichą nadzieję,że Rada zbytnio się nie zdenerwuję. - odparłam. Spojrzałam na zegarek znajdujący się na mojej lewej ręce. Miałyśmy mniej iż 10 minut - mało czasu. Niezwłocznie pobiegłam do biblioteki i napisałam ognistą wiadomość do Konsula. Pobiegłam do pokoi wszystkich prócz Willa bo nim miała zająć się Shadow. Po mniej niż pięciu minutach wszyscy wraz z Jią Penhallow zebrali się w bibliotece. Na środku pomieszczenia zrobione zostały przez Konsul trzy płonące kręgi. Jeden dla mnie, drugi dla Shadow i trzeci symbolizujący naszą więź, w którym złożymy przysięgę. Stanęłyśmy na swoich miejscach i zaczęłyśmy mówić jednocześnie:

Nie nalegaj na mnie, abym zostawił Cię,
Lub odwrócił od ciebie.
Dokąd pójdziesz, tam i ja pójdę.
Gdzie Ty zamieszkasz, tam i ja zamieszkam.
Twój lud, będzie moim ludem,
A twój Bóg, będzie moim Bogiem
Gdzie umrzesz, tam i ja umrę i tam będę pogrzebany.
Anioł zrobi to dla mnie, i jeszcze więcej.
A coś więcej niż śmierć rozdzieli Ciebie i mnie. 
( not. od autorki. nie jestem pewna czy to poprawna przysięga ale taką udało mi się znaleźć.)

   Podeszłyśmy do środkowego kręgu i najpierw ja narysowałam Shadow runy parabatai a później ona mnie. Po nałożeniu run poczułam dziwną energię przepływającą przez moje ciało. Z Shadow stałyśmy się jedną duszą w dwóch ciałach. Ceremonia dobiegła końca.
- Hej i jak się czujesz? - zapytałam moją parabatai. Ta nic nie odpowiedziała.
- Clary? Możesz pokazać? Tak jak by znowu jestem w ciszy.  -odparła. No tak czas słuchu Shadow na ten czas się skończył. Zrobiło mi się jej naprawdę żal.
- Pytałam jak się czujesz? - odpowiedziałam po migowemu. Ona również.
- Czuję się jak by było mnie dwie. Dziwne ale przyjemne uczucie. - uśmiechnęła się.
- Wiesz co? Gdy pomożemy Willowi Herondalowi zaśpiewasz coś dla mnie a Jace będzie grał tobie na pianinie. - w tym momencie do naszej dwójki dołączyła reszta.
- Co ja? - zapytał mój blondyn całując mnie w czoło.
- Kiedyś zagrasz Shadow na pianinie. Nawet nie wiecie jaki ona ma niebiański głos. - powiedziałam na głos. Dziewczyna przypatrywała się nam.
- Umiesz śpiewać. - zwrócił się do niej słowami. Ta pokazała na uszy. Jace zrozumiał i powtórzył wszystko bez jako takich słów. Shadow pokiwała twierdząco głową i cała poczerwieniała.
- No to mamy Instytut talentów. - wtrąciła Marys. - Najzdolniejsze parabatai. Nie obraź się Jace. Jedna śpiewa druga rysuję. Idealnie.
- Ej ja gram na pianinie. - dorzucił swoje trzy grosze blondyn. Przewróciłam oczami.
- Tak Jace wiemy, że jesteś najzdolniejszy z nas wszystkich ale nie musisz wspominać o tym na każdym kroku. - stwierdziła Izzy.
- W takim razie jeśli umiesz tak cudownie grać razem z Shadow stworzycie duet na naszych ślubach. - odparłam entuzjastycznie. Mój ślub z Jace'm odbędzie się w lutym zresztą tak samo jak ślub Izzy i Simona. Uznaliśmy, że zima jest cudowną porą na tego typu zdarzenie.
- Chwila, chwila. Nawet nie słyszeliśmy jaki ona ma głos a już na ślub ją chcecie zatrudnić. Nie zgadzam się. Umawialiśmy się, że na ślubie zagra mój zespół. - dorzucił oburzony Simon.
- Ty to uzgodniłeś. - sprostował Jace. Simon cały poczerwieniał ale nic więcej nie dodał. Wiedział, że kutnie z Jace'm mogą toczyć się do jutra.
- Ja słyszałam Shadow. - zaczęłam bronić dziewczyny.
- I ja też. - wszyscy popatrzyliśmy się na Aleca. - No co? Ściany w Instytucie są cienkie. A chciałbym przypomnieć, że mam pokój obok niej. Muszę przyznać ma dziewczyna głos. - pochwalił ją Alec. Cieszyłam się, że ktoś oprócz mnie ją docenia.
- Kiedy dokładnie ją słyszałeś? Mi powiedziała, że brakowało jej śpiewania i od dawna tego nie robiła.
- Jeszcze zanim straciła słuch śpiewała codziennie. - stwierdził czarnowłosy.
- Tak w ogóle gratulacje stania się parabatai bo tego nie powiedzieliśmy. - powiedział Robert.
- Dziękujemy. - rozejrzałam się po całej bibliotece lecz brązowowłosa zniknęła. - widział ktoś Shadow? - zapytałam z niepokojem.
- Pewnie poszła do siebie. Nie martw się. - przytulił mnie Jace. Poczułam na całym ciele dość dziwne mrowienie. A potem usłyszeliśmy głośny krzyk dochodzący z góry. Czyli jak sądzę dziewczynę odwiedził duch.

*********************************************************************************
Hej!

Tak, tak wiem, że na przysięgę parabatai w przypadku Clary jest już za późno ale po prostu nie mogłam się oprzeć ☺
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Za wszystkie błędy przepraszam i zachęcam do komentowania.

Wasza Córka Razjela ☺

niedziela, 15 maja 2016

Rozdział X



Shadow


   Biegłam tak szybko na ile pozwalały mi moje nogi. Nie zatrzymywałam się. Kiedyś Clary pokazała mi jak otwiera się bramę. Stanęłam przed jakimś opuszczonym budynkiem i narysowałam portal. Po chwili znajdowałam się już w innym miejscu a mianowicie w Rzymie. Na pewno gdyby mnie szukali zaczęliby od jakiś opuszczonych wysp czy domów a środek Rzymu jest całkiem niezłą kryjówką. Przechadzałam się po mieście aż zapadł zmrok. Podeszłam do jakiegoś motelu, ujawniłam się i weszłam do środka. Zastanawiałam się tylko jak zamówię pokój. Z kłębiącymi się myślami podeszłam do recepcji.
- Dzień dobry - przywitałam się. Kobieta coś powiedziała. - Proszę napisać na kratce lub użyć języka migowego. Niestety nie słyszę. Jeśli krzyczę bardzo przepraszam. - recepcjonistka wyjęła kartkę i zaczęła pisać.
- W czym mogę pomóc? – spytała, uśmiechając się do mnie.
- Chciałabym pokój dla jednej osoby.- odpowiedziałam również z uśmiechem. Położyłam pieniądze na ladzie.
- Już się robi. - odpisała. Dostałam klucze do pokoju i instrukcje odnośnie gdzie co jest. Poszłam do pokoju rzuciłam torbę na ziemię a sama położyłam się do twardego jak kamień łóżka. Zaczęłam przyglądać się pomieszczeniu. Na pewno nie był piękny i jakiś bardzo duży. W pokoju mieściło się jednoosobowe łóżko, umywalka, stolik z krzesłem, małe lustro i kosz na śmieci. Za ścian odchodziła farba, podłoga skrzypiała i miała niektóre ruchome deski. Do tego wszędzie roznosił się zapach stęchlizny pomieszany z dymem papierosowym i najprawdopodobniej „maskującym” odór sprejem. Za taką niską cenę (1,5 euro na dzień) co się dziwić. Przynajmniej po podłodze nie biegają szczury i karaluchy. – pomyślałam.

************************************
Clary

   Gdy się obudziłam leżałam w łóżku. Jakim cudem? Rozejrzałam się po pokoju, nigdzie nie było Shadow.
Moja ręka wylądowała na jakimś papierze. Otworzyłam go i zaczęłam czytać. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Wybiegłam z pokoju i pobiegłam do Jace'a. Ten spał w łóżku.
- Jace obudź się! Jace. -  Powiedziałam przerażona. Ten po chwili otworzył oczy i usiadł gwałtownie.
- Clary co się dzieję? - spytał zmartwiony, natychmiast się rozbudzając.
- Shadow uciekła. - odparłam krótko a po moich policzkach na nowo zaczęły płynąć łzy.
- Jak to? - podałam mu list. Zaczął go szybko czytać. Jego źrenice gwałtownie się powiększyły. - Clary co znaczy, że runy tropiące nie zadziałają? Proszę powiedz, że nie pokazywałaś jej runy blokującej a tym bardziej jak się tworzy bramy. -  zapytał z nadzieją.
- Eee... no wiesz. - zaczęłam się jąkać na chwilę przestając płakać.
- Clary co ty zrobiłaś? – zapytał pocierając swoje czoło dłonią.
- Nie moja wina. Przecież ona jest jedną z nas, ma prawo wiedzieć. – Odparłam stanowczo i założyłam ręce na piersi.
- Wiem, przepraszam. Trzeba wszystkich powiadomić. – Oznajmił i wyszedł z łóżka kierując się do szafy po ubrania.
Kilka minut później.
   Wszyscy mieszkańcy Instytutu zostali zebrani do kuchni. Każdy martwił się Shadow, bo każdy się z nią związał. Jak ona mogła w ogóle pomyśleć, że jest dla nas problemem?
   Przed zebraniem wróciłam do jej pokoju aby go przeszukać. Znalazłam listy do każdego z nas. Tam dziękowała każdej osobie albo wspominała wspólne chwilę. Wyglądało to tak jakby żegnała się ze swoim życiem. Nigdzie nie było kołczanu ani steli, czyli chociaż się zabezpieczyła.
- Przeszukajmy całą okolice. Jakieś opuszczone budynki czy coś w tym stylu - zarządziła Isabelle. Pokręciłam przecząco głową. Na co czarnowłosa wybałuszyła oczy.
- Nie. Ona nie jest głupia. Nie schowała by się w tak oczywistych miejscach. Znam ją na tyle dobrze, że wiem iż ucieknie w miejsce gdzie najmniej się jej spodziewamy. A gdzie takowe miejsce może być? - zapytałam wszystkich zebranych.
- W mieście. - odparł Alec po krótkim namyśle.
- Właśnie, miasto. Najbardziej zatłoczone miasto. Na pewno nie uciekła tutaj bo zapewne mogła się spodziewać, że jak już dojdziemy do jej toku myślenia przeszukamy cały Nowy Jork. Pewnie przeszła przez bramę. Musimy się rozdzielić i iść do największych i najludniejszych miast. - zasugerowałam
- Być może masz rację ale na wszelki wypadek jedno z nas niech przeszuka Nowy Jork. - odparła Izzy.
- Dobrze zgadzam się. Teraz tylko pytanie jakie miejsca wybierzemy. – stwierdziłam i zaczęłam myśleć nad największymi miastami na świecie.
- Ale to chore! Nie przeszukamy wszystkich miast od A do Z. Ta gówniara odkąd tu jest sprawia same problemy. Sama uciekła i mamy problem z głowy. - odburknął zgryźliwie Simon.
- Jak śmiesz tak o niej mówić? - wykrzyknął Will. - Może po prostu zazdrościsz, że jest lepsza od ciebie, co? – zdenerwował się chłopak. Widać było, że zaczyna tracić panowanie nad sobą tak jak to było dawniej. W jego oczach pojawiły się iskierki rozjuszenia.
- Chyba w twoich snach, małolacie. – odburknął Simon tym samym dolewając oliwy do ognia.
- Dorosły się znalazł. - choroba Willa dała znać. Rzucił się Simonowi do gardła i zaczął go dusić. - Zdychaj, słyszysz zdychaj! - W jego oczach tańczyło coraz więcej iskierek rządnych rozlewu krwi. - Kiedyś mówiłem, że będę żałował gdy kogoś zabiję, jednak teraz chyba to mi się zmieniło. - Will rzucił, Simonem o ścianę po czym znowu go dopadł. Wszyscy próbowaliśmy odciągnąć go od okularnika jednak nikt nie dał rady go uspokoić. W końcu Izzy wzięła patelnie i walnęła Willa w głowę. Ten zemdlał lecz dalej kurczowo trzymał się szyi Simona. Spokojnie go od niego odciągnęliśmy a Simon dostał z liścia w twarz od każdego z nas. Po pewnym czasie gdy atmosfera opadła a Will odzyskał świadomość, postanowiliśmy gdzie kto ma się udać.
Izzy zostaje w Nowym Jorku, Simon w Instytucie na wypadek gdyby Shadow wróciła w co jednak wszyscy wątpią, Jace wybierze się do Tokyo, Magnus do Madrytu, Alec do Barcelony, Will natomiast do Paryża,  Marys wybrała Londyn a Robert Lazurowe Wybrzeże. Ja natomiast postanowiłam wybrać się do Rzymu.
   Następnego dnia wszyscy stali przed Instytutem, uzbrojeni i w dobrych nastrojach oraz z nadzieją na szybki koniec poszukiwań z zamierzonych efektem jaki był sprowadzenie z powrotem Shadow do domu. Razem z Magnusem otworzyłam Bramę dla każdego z nas. Po czym po krótkim życzeniu powodzenia wszyscy je przekroczyliśmy. Wyrzuciło mnie obok Koloseum. Nie było czasu do stracenia. Zaczęłam się rozglądać, szukać choćby osoby podobnej do niej. Pytałam większość osób, które spotkałam czy ktoś nie widział Shadow, pokazywałam jej zdjęcia lecz nikt jej nie widział. Po całym dniu, nie tracąc nadziei wróciłam do Instytutu. Tam również nie było posunięć w śledztwie.
   Po kilku tygodniach traciliśmy nadzieję na odnalezienie jej. W poszukiwania wplątaliśmy nawet Cichych Braci lecz nawet oni nie potrafili jej wyśledzić tak jakby rozpłynęła się w powietrzu. Byłam załamana.

************************************
Will

   Odkąd zniknęła Shadow moje życie straciło sens. Nigdzie nie ma jej pięknego śmiechu, brakuje mi jej uśmiechu. Wszyscy tracimy nadzieję lecz wiem, że Ona gdzieś tam jest. I wiem, że nie spocznę dopóty, dopóki jej nie znajdę. Później wyznam jej ponowną miłość i się jej oświadczę. Kupię największy bukiet róż jaki kiedykolwiek świat widział. Później będziemy razem polować i wychowywać gromadkę naszych cudnych dzieci. Zestarzejemy się razem i zostaniemy pochowani w jednym grobowcu w Cichym Mieście.
   Moje napady są coraz częstsze. W zasadzie zdarzają się w tedy gdy widzę twarz Simona. Nigdy nie wybaczę mu tego co mówił o Shadow. Gdyby nie Ona nie było by mnie tutaj z resztą tak jak Jace'a i zapewne Aleca. Cały czas mnie jednak zastanawia to dlaczego demony nie rzuciły się na nią w równym stopniu jak na nas. Przecież walczyła koło Aleca, na tej samej pozycji. Dopiero potem gdy mieliśmy w sobie jad demona one ją zaatakowały. W każdym bądź razie tyle słyszałem od Aleca bo w tamtym czasie gdy się na nią rzuciły ja byłem nieprzytomny.
   Siedzimy teraz w salonie przy rozpalonym kominku i myślimy co dalej zrobić. Postanowiliśmy się nie poddawać. Nawet Clary i Jace przełożyli datę ślubu aby Shadow jeżeli jeszcze żyje mogła na nim być. Będziemy intensywnie szukać do końca roku. Potem... w zasadzie nie chcę myśleć co potem.

*********************************************************************************

 Cześć wszystkim. 
Jak widać dodałam rozdział wcześniej pomimo braku 5 komentarzy na prośbę jednej osoby. Rozdział krótszy bo nie miałam zbytnio czasu aby pisać. Remont w pokoju, nowa szkoła i praktycznie koniec szkoły. 
Mam nadzieje, że rozdział choć w małym stopniu się podobał i, że mnie nie zostawicie przez tak długą nie obecność. 
Rozdziały będę wstawiać co tydzień, co dwa (zobaczę jak będzie z czasem) w niedzielę. 
Za wszystkie błędy jak zawsze przepraszam i zachęcam do komentowania ☺

Opadająca z sił 
Córka Razjela.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozdział IX



   Shadow

- Shadow możemy porozmawiać? - usłyszałam głos Clary. Skierowałam głowę w jej stronę. Widać było, że jeszcze niedawno płakała. Miała całe opuchnięte oczy i zaczerwienione policzki.
- Oczywiście. Clary coś się stało? - spytałam zmartwionym głosem.
- W zasadzie to tak. Shadow, dziękuję! - rzuciła mi się na szyję i wtuliła się w nią. Moja koszula zaczęła nasiąkać jej słonymi łzami. Zaczęłam głaskać jej włosy i uspokajać jak małe, przestraszone dziecko. - gdybym wtedy nie poprosiła Jace'a abyś poszła, żaden z chłopaków nie wrócił by żywy. - zaczęła mówić po chwili jednak sobie coś uświadomiła i odklejając się ode mnie krzyknęła. - przecież mogłaś zginąć! - zakryła usta dłonią. - to moja wina!
- Clary nie opowiadaj bzdur. Przecież nic mi nie jest! Niebezpieczeństwo to część życia Nefilim. Dziękuję, że to dzięki tobie mogłam tam być. - tym razem to ja się w nią wtuliłam. - Clary mogę mieć do ciebie jedną prośbę?
- Jasne, jestem Ci to winna. - uśmiechnęła się. W każdym bądź razie tak myślę gdyż poczułam poruszenie się kącików jej ust.
- Czy, czy ty możesz dzisiaj ze mną spać? Wiem, że pewnie masz plany z Jace’m na dzisiejszy wieczór ale odkąd jestem. Nefilim w nocy objawia mi się najwięcej duchów nie tylko Will, różne nawet ostatnio kot. Ja boję się. Oni są straszniejsi niż Cisi Bracia! To ich zawodzenie jest okropne. Jak ja mam im pomóc?. Dzisiaj Alec powiedział, że Czarownice z Labiryntu nie wyrażają zgody na odwiedziny. Co ja powiem Herondalowi? - Łzy zaczęły cieknąć po moich policzkach. Rudowłosa niepostrzeżenie wślizgnęła się do łóżka i położyła koło mnie. Chodź łóżko szpitalne było bardzo wąskie nam leżało się całkiem dobrze gdyż jesteśmy bardzo szczupłe.
- Shadow śpij. Będę przy tobie całą noc. Gdyby ktoś się pojawił obudź mnie a coś na to zaradzimy. - pocieszyła mnie dziewczyna. Poszłam za jej radą i odpłynęłam.
- Shadow, obudź się! - rozkazał jakiś głos. Otworzyłam oczy i poczułam znajome mrowienie.
- Will, nie da się przekonać tych czarownic. Nie mamy tam wstępu. Przykro mi. - odpowiedziałam.
- Tobie jest przykro? To ja nie widziałem jej od dwustu lat a teraz gdy nadarzyła się okazja ty nie umiesz zrobić najprostszej rzeczy! - zaczął niemiłosiernie wrzeszczeć. - Teraz się zemszczę! - zaczął jeszcze głośniej krzyczeć. Nigdy jeszcze nie słyszałam tak wysokiego głosu. W końcu wszystko ustało a ja nie słyszałam już nic. Chłopak najwidoczniej zadowolony z siebie zniknął. Poczułam ciepłą ciecz spływającą z uszu. Wytarłam ją rękawem. Co się okazało tą cieczą była krew. Zaczęłam tak mi się przynajmniej wydaję, krzyczeć i potrząsać Clary. Ta natychmiast  się podniosła i zaczęła coś mówić. Ja jednak nic nie słyszałam. Powiedziałam, że nic nie słyszę a ta wzięła mnie z powrotem w swoje objęcia. Nagle do pomieszczenia weszła cała reszta a ja się załamałam. To niemożliwe! Straciłam słuch! Jak mogę być Nocnym Łowcą bez słuchu? Przecież to nierealne! Wpadłam w niekontrolowany płacz połączony z idiotycznym śmiechem. W taki oto sposób powstał wrak człowieka, który kiedyś nazywał się Shadow a jeszcze dawniej Emilia.

************************************
Clary

   Shadow się załamała. Gdy zaczęła krzyczeć na początku nie miałam pojęcia co się stało. Spytałam się jej o to a ta odpowiedziała głośno, że mnie nie słyszy. Byłam przerażona więc zawołałam resztę. Ci po sekundzie byli w pomieszczeniu. Zaczęli pytać o co chodzi. Wytłumaczyłam tyle co wiedziałam chodź nie było tego za wiele. Wszyscy siedzieliśmy przy Shadow próbując się z nią jakoś skontaktować ta niestety już nic nie powiedziała. Tylko coraz bardziej zanosiła się szlochem widząc, że poruszamy ustami. Powiadomiliśmy Magnusa, który niemal natychmiast przybył. Obejrzał ją dokładnie. Rzucił tuzin zaklęć lecz żadne nie podziałało. Z wielkim smutkiem stwierdził, że uszkodzenia są na tyle duże i spowodowane mocą z jaką jeszcze nigdy się nie spotkał, że nic nie może z tym zrobić.
- To znaczy, że Ona już nigdy nie będzie nas słyszeć? - zapytałam zapłakana. W pewnym momencie opadłam z sił i przyłączyłam się do Shadow. Jej cierpienie było moim. Przez ten krótki okres bardzo się z nią zaprzyjaźniłam nawet pomyślałam aby stać się z nią parabatai, chodź wiem, ze to jest raczej nie możliwe. Kiedyś zapytałam się o to Izzy, tak jakieś cztery lata temu ta jednak odmówiła i powiedziała, że nigdy nie będzie go mieć. Zaakceptowałam jej decyzje. Z Shadow byłam związana w taki sam sposób jak z Izzy. Dlatego tak bardzo bolała mnie jej krzywda. Gdy do nas dołączyła to ja się nią najbardziej martwiłam. Byłam też pierwszą osoba jaką zobaczyła.
- Niestety tak. Przykro mi. Wierzę jednak, że nauczy się z tym żyć. - odparł wspierającym i powątpiewającym w ostatnie zdanie głosem Magnus.
- Jak Ona teraz będzie Nocną Łowczynią? Już jedną rodzinę straciła nie dopuszczę aby Clave ją nam odebrało. - odpowiedziałam pewnie przerywając na chwilę swój szloch. Cały czas głaskałam dziewczynę po jej pięknych kasztanowych włosach. Will siedział tuż obok nas trzymając ją za rękę i głaszcząc ją po niej kciukiem.
- Clary nie martw się nie dopuścimy do tego. - oznajmił stanowczo mój ukochany blondas. - Wszyscy ją pokochaliśmy. Jest dla nas rodziną a rodziny się nie zostawia! - wykrzyczał dumnie.
- Jasne, że tak. Poza tym bez niej będzie nudno. I kto będzie chodził  z nami na zakupy? - spytała uśmiechając się smutno Iz. - A co do bycia Nocną Łowczynią na pewno coś wymyślimy. - pocieszała mnie. Nie ma co. Wszyscy pocieszają mnie. Byłam tak zakręcona i przejęta, że nawet nie zauważyłam kiedy łzy przestały wsiąkać w moja piżamę a rytm serca Shadow się uspokoił. Położyłam ją do łóżka a sama weszłam na poprzednie miejsce aby dziewczyna gdy się obudzi nie przestraszyła się jeszcze bardziej. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy a gdy zostałyśmy same rozmyślałam. Nie do wiary, że wieczorem to Shadow dzielnie przyjmowała łzy i mnie pocieszała. Wtedy była taka radosna i słyszała najprawdopodobniej ostatni raz. Ciekawe co powiedział jej ten wstrętny duch. Przecież to nie jej wina, że te idiotki z Labiryntu nie chcą zgodzić się na wizytę. To wszystko przez nie. Negocjował z nimi nawet Magnus, którego znały w dawnych czasach i, który sam jest czarownikiem,  lecz te wszystkie starania poszły na nic. Po prostu są upartymi krowami.
   Kilka dni później stan psychiczny Shadow bardzo się pogorszył. Przestała jeść, pić, mówić po prostu żyć jak człowiek. Porozumiewaliśmy się z nią pisząc na kartce lecz wszyscy uczyli się języka migowego. Każdy szukał lekarstwa. Dziewczyna praktycznie nie wychodziła ze swojego łóżka. Cały czas ktoś przy niej był. Jej życie dało jej naprawdę w kość.
   Czekałam teraz na nią przed łazienką a w zasadzie w niej. Bałam się, że gdy spuszczę ją choćby na chwilę z oka to zrobi coś głupiego.

************************************
Shadow

   Siedziałam zanurzona po uszy w pianie. Męcząc się z myślami. Przez ten okres bardzo często nawiedzały mnie duchy ale nie takie jak kiedyś. Te miały twarze potworów. Pewnie nasłał je ten pieprzony dawny Herondale. Nie spodziewałam się, że przodek Jace'a okaże się taki okrutny. Odebrał mi słuch a teraz zdolności myślenia. Cały czas się bałam, że ktoś do mnie przyjdzie i coś mi zrobi. Poczułam delikatne mrowienie na skórze i z wanny wynurzyła się piękna postać w złotej szacie ze złocistymi włosami połyskującymi jakimiś drobinkami i srebrnymi oczami. Byłam pewna, że to nie człowiek ale też nie duch chodź wszystkie sygnały wskazywały, że jednak nim jest.
- Witaj. - przywitała się. Nie mogłam uwierzyć, ja ją słyszę, najnormalniej w świecie ją słyszę. - Niekoniecznie. Ty mnie czujesz a co za tym idzie moje myśli. - uśmiechnęła się.- Pamiętasz co mówiła Charlotte gdy pierwszy raz się spotkałyście? - pokiwałam twierdząco głową. - Twój dar przeszedł na wyższy poziom. Chcąc nie chcąc William Herondale Ci pomógł. Nigdy nie odzyskasz słuchu lecz będziesz nas słyszeć i z nami rozmawiać a także będziesz mogła nas dotknąć. - rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. - jednak twoje moce dalej nie są w pełni rozwinięte. Nawet ja nie wiem co jest kolejnym poziomem. - odparła złotowłosa. - przepraszam, pewnie zastanawiasz się jak możesz zemną porozmawiać. To bardzo proste. Po prostu pomyśl, że wszystko słyszysz i skup się na którymś z nas. W przyszłości prawdopodobnie będziesz mogła rozmawiać z nami zza światów. Niestety swoich przyjaciół nie usłyszysz gdyż żyją. - zrobiłam to co mi wcześniej kazano i wykrzyczałam.
- W takim razie po co mi to?! Tylko im na mnie zależy a mi zależy tylko na nich a nie na jakiś sponiewieranych duszach. Gdzie chciałam przypomnieć jeden z was okaleczył mnie. Nie potrzebuję takich mocy. Najchętniej po prostu zablokowałabym umiejętność widzenia was i byłoby po problemie. Ja was po prostu nienawidzę! Nie będę wam pomagać bo jak chciałam to źle to się skończyło. W zasadzie jak ty masz w ogóle na imię? Co? - krzyczałam w swoim umyśle.
- Jestem Isis i jestem matką i strażniczką wszystkich dusz, które się zagubiły lub nie spełniły jeszcze czegoś na Ziemi a ty jesteś Shadow przewodniczką dusz i moją córą, chcesz czy nie ale właśnie taka jesteś. - powiedziała mile. - rozumiem twoją złość ale niestety musisz się z nią pogodzić i zobaczysz w przyszłości wszystko się ułoży. - uśmiechnęła się.
- Taa na pewno. A niebo jest zrobione z czekolady. - zaśmiałam się sarkastycznie. – I co to ma niby znaczyć, że jestem twoją córą? Z tego co wiem oddano mnie do adopcji. – powiedziałam przypominając sobie słowa kobiety
- Jeśli tak uważasz... ale uwierz wspomnisz moje słowa a wtedy wystarczy tylko, że wypowiesz moje imię. – poczekała chwilę. – a odnośnie twojego pytania, jestem twoją matką a ty moją córą. Można by mnie uznać za Boginię a ciebie za Heroskę czyli potomkinie Boga ze śmiertelnikiem. Oddałam Cię do adopcji bo jedna z twoich sióstr wyczytała twoją niezwykłą przyszłość jako Nefilim i moja córka. Uprzedzając twoje następne pytanie. Masz 10 sióstr i 12 braci i tak możesz też z nimi rozmawiać. Może kiedyś ich spotkasz. Nie może a raczej na pewno. Pozwól, że cię naznaczę  Boską Pieczęcią aby każdy z Bogów jak również z herosów mógł cię łatwiej znaleźć. Zgadzasz się? – pokiwałam twierdząco głową. – Spokojnie to nie zaburzy działania runów. Podaj proszę swoją lewą dłoń. – zrobiłam tak jak mi kazała. Ujęła ją w swoją, nachyliła się i musnęła ją ustami. Po chwili na dłoni pojawił się złoty, tak jakby tatuaż w kształcie róży z ukrytym jing jang i małym duszkiem. – To są twoje symbole. Jing jang ma wprowadzić równowagę w twoje czyny pomocne duchom a ten duszek oznacza, że możesz się z nimi porozumiewać. – odpowiedziała spokojnie. Nie wierzyłam. Nie wiem z jakiego powodu ale byłam zła na tą kobietę.
- To już wszystko? W takim razie  możesz znikać. Wracam do swojej już wiecznie przez ciebie trwającej ciszy. Spadaj już. - po moich słowach kobieta a może raczej moja „matka” zniknęła a ja znów byłam w ogarniającej mnie ciszy. To wszystko jest naprawdę dołujące. Jeszcze jakby tego było mało, jestem (najprawdopodobniej) córką Bogini, o której nigdy wcześniej nie słyszałam a mitologię zarówno Grecką jak i Rzymską znam na wylot.
   Skończyłam kąpiel i wyszłam zza parawanu. Tam czekała na mnie uśmiechnięta jak zawsze Clary. Odprowadziła mnie do pokoju i siadła przy łóżku. Wpatrywała się w moją rękę, oglądając to „dzieło”. Napisała co to a ja jej odpowiedziałam tylko, ze to sprawka kolejnego ducha. Lepiej nie komplikować tego wszystkiego jeszcze bardziej tłumacząc jej, ze jestem nie wiadomo kim. Po chwili zasnęła z głową na pościeli. Wyskoczyłam spod kołdry i podeszłam do biurka wyciągając kartkę i długopis. Zaczęłam pisać.

Cześć!
Piszę ten list by wyjaśnić wam moje zniknięcie a raczej ucieczkę. Wiem, że pozostanie w Instytucie sprawi wam wiele problemów zarówno ze mną jak i z Clave. Nie chcę abyście takowe mieli. Więc postanowiłam zniknąć. I tak nie mogę być Nefilim. Słyszę tylko .duchy a w zasadzie wyczuwam tylko ich myśli. Was już nigdy nie usłyszę. Proszę nie szukajcie mnie i nie próbujcie użyć runy tropiącej bo i tak nie zadziała - zablokowałam ją. Zapomnijcie o mnie tak jak bym nigdy nie istniała. Może to samolubne ale o to proszę.
Kocham Was wszystkich i dziękuję za opiekę oraz za pokazanie tego wspaniałego świata. Cieszę się, że mogłam w nim żyć chodź przez chwilę.
Wasza Shadow

Napisałam jeszcze listy prywatne do każdej osoby. Wzięłam małą torbę na ramię i wpakowałam do niej kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Przebrałam się w zwykłe, dość grube ciuchy Przyziemnych. Przełożyłam przez ramię mój kołczan, którego nie miałam od tak dawna w ręce i włożyłam do niego stelę. Podeszłam do łóżka i pocałowałam Clary w czoło. Przeniosłam ją na łóżko zostawiając na jej klatce piersiowej dwa listy do niej i do wszystkich, resztę zostawiłam na biurku. Przełożyłam torbę przez ramię i wymknęłam się z pokoju. Byłam bardzo ostrożna przy mojej ucieczce gdyż nie mogłam usłyszeć kroków i każdy mógł mnie zaskoczyć nagłym pojawieniem się. Wbrew moim obawom nic takiego się nie stało i spokojnie wyszłam z Instytutu. Popatrzyłam na niego ostatni raz i pobiegłam przed siebie.

*********************************************************************************

Cześć!
Ostatnio coś słabo komentujecie, pomijając Nikole Łazuchiewicz ☺, która zawsze napisze coś miłego. Więc tak aby zachęcić wasze dupki do roboty daje Wam wyzwanie 5 komentarzy i dopiero pojawi się kolejny rozdział. Od was zależy kiedy to będzie. Od razu uprzedzam moje komentarze się nie liczą, każda osoba może napisać tylko jeden, choćby to miała być tylko (a może aż) symboliczna kropka.
A wracając do rozdziału, chyba moja wyobraźnia trochę mnie ponosi ☺. Żeby w opowiadanie o Nefilim wplatać Bogów i to w dodatku wymyślonych przeze mnie, to trzeba mieć nie równo pod deklem xd. W każdym razie mam nadzieje, że ten zwariowany i chyba nawet trochę przykry rozdział się spodobał. Za wszystkie błędy jak zwykle przepraszam a na dodatek przepraszam za aż tak długą notatkę, ale jakoś dzisiaj rozpiera mnie dobra energia.
No więc kończąc, mam nadzieje, że za ten mały szantażyk się nie obrazicie.

Pozdrowionka Córka Razjela ☺

wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozdział VIII



Shadow
 
   Nad ranem obudziłam się leżąc na torsie chłopaka. Zaraz po przebudzeniu nie pamiętałam co się stało,  jednak gdy pierwsze promyki słoneczne opatuliły jego twarz, wszystko sobie przypomniałam. Jak mogłam być tak głupia i egoistyczna przychodząc do niego? Siadłam na skraju łóżka wpatrując się w okno. Nagle zostałam pociągnięta na dół i znajdowałam się w takiej samej pozycji co wcześniej, czyli na piersi chłopaka.
- Czemu wstałaś bez pozwolenia? Przez ciebie zrobiło mi się zimno.- odparł pół przytomny chłopak
- Cześć. Przepraszam, że cię obudziłam. To co, możemy iść albo raczej przenieść się do Polski? O tej godzinie prawdopodobnie mój eee... brat powinien zbierać się na trening a jego matka i ojciec prawdopodobnie szykują się do pracy. - zapytałam zaspanego chłopaka. Ten ziewnął, usiadł i zaczął się przeciągać tym samym zrzucając mnie z niego.
- Masz racje, już najwyższa pora. - wstał z łóżka i poszedł do garderoby gdy wrócił przebrany spytałam:
- Clary otworzy nam bramę?
- Jeszcze tego nie wiem ale zażywszy na to, że prosisz o to ty najprawdopodobniej tak. - posłał mi uśmiech a ja się zaczerwieniłam. - a teraz zbieraj się bo jeśli dobrze pamiętam śpieszy Ci się.
- Dobra już idę. - odburknęłam i wyszłam z pokoju do siebie. Tam wzięłam szybki prysznic i się ubrałam. Po paru minutach wróciłam do Willa i razem poszliśmy prosić Clary o pomoc. Ta z wielkim entuzjazmem się zgodziła a nawet do nas dołączyła. Otworzyła bramę i razem przez nią przeszliśmy.
- Jesteś tego pewna, że chcesz ich zobaczyć? - spytał dziewczyna gdy staliśmy pod moim starym domem. Niewiarygodne, że minął dopiero tydzień odkąd mnie tu nie było a czuje się jak by to było zupełnie obce miejsce, jakbym wcale tu nie mieszkała przez 15 lat. Przed przejściem przez bramę nałożyliśmy sobie runy niewidzialności aby nikt nas nie zauważył. W końcu dziwnie by było gdyby zobaczyli nieżywą osobę. Wspięliśmy się na pobliskie drzewo i czekaliśmy aż ktoś wyjdzie z domu abyśmy mogli do niego wejść.
- Tak. Chcę zobaczyć czy chodź trochę za mną tęsknią. - odparłam. W tym samym momencie z domu wyszedł Adam. Chłopak miał ze sobą torbę sportową czyli tak jak myślałam jedzie na trening pływacki. Przez ułamek sekundy zastanawiałam się co robić, iść za nim czy wejść do domu. Wybrałam tą drugą opcje. Zeskoczyłam z drzewa a pozostali zrobili to samo. Szybko podbiegłam do drzwi i wślizgnęłam się do domu.
- Łoł. Robi wrażenie. - odparł Will rozglądając się po pomieszczeniu a raczej po korytarzu, w którym staliśmy.
- No, nie jest najgorzej. - uśmiechnęłam się. - chodźmy do mnie. - powiedziałam wchodząc po schodkach na górę. Stanęłam przed drzwiami pokoju, który kiedyś należał do mnie. Otworzyłam je i od razu posmutniałam. Z drzwi, ścian zniknęły moje plakaty, obrazki - wszystko. Wszystkie meble były pokryte białą płachtą. Podeszłam do komódki stojącej przy łóżku. W niej zawsze chowałam najcenniejsze a raczej pamiątkowe rzeczy. Jednak po otwarciu okazało się, że jest pusta. Poszłam do szafy. Tam znowu pustka. Nade mną zaczęły panować emocje. A w szczególności nasilone były dwie. Smutek i złość co w moim przypadku daje wybuchową mieszankę. Zostało mi jeszcze jedno miejsce, w którym może być to czego szukałam a w zasadzie liczyłam na odnalezienie tego. Stanęłam przed małym wgłębieniu w ścianie. Delikatnie zdrapałam tynk i wyjęłam karton, który zakrywał dziurę, która była robotą moją i mego brata. Zrobiliśmy ją piłką mając po dziewięć i siedem lat. W dziurze ukryłam małe zdjęcie na, którym byłam ja i mój brat gdy mieliśmy czternaście i dwanaście lat. Wyjęłam je i schowałam do kieszonki w stroju bojowym. Teraz skierowałam się do pokoju Adama. Podeszłam do biurka, wyciągnęłam kawałek papieru i długopis i zaczęłam pisać:
   
   Dziękuję, że o mnie tak łatwo zapomnieliście. Wiedzcie, że ja o Was też. Teraz znalazłam wspaniałą rodzinę i przyjaciół, którzy zawsze są przy mnie. Bracie pamiętam jak byliśmy kiedyś związani, nierozłączni ale teraz myślę, że ty udawałeś to wszystko. Musisz wiedzieć, że jest mi z tego powodu bardzo przykro ale dalej cię kocham jak dawniej. Powodzenia w pływaniu i masz dostać się na mistrzostwa. Do reszty nie mam nic do napisania. Pewnie cieszycie się, że mnie już z Wami niema.

Pozdrowienia z zaświatów Emilia a raczej Shadow.

Gdy skończyłam pisać położyłam karteczkę na poduszce i wyszłam z pokoju, a potem z całego domu. Już nigdy tu nie wrócę. Oficjalnie zamykam ten rozdział w moim życiu. Jeszcze tylko na chwilę przystanęłam przed domem by ostatni raz mu się przyjrzeć, po czym poprosiłam Clary aby otworzyła bramę. Gdy już byliśmy w Instytucie zatrzymała mnie moja "świta".
- Co napisałaś w tym liście i co wzięłam z ściany.- zapytał Will. Podałam mu zdjęcie.
- To. Tu jestem ja z moim bratem. A napisałam im, że mają pozdrowienia z zaświatów. - zaśmiałam się.
- Naprawdę? Wiesz, że możemy mieć przez to kłopoty. Gdyby Clave się dowiedziało... - zaczęła panikować Clary.
- Ale się nie dowie. A po za tym nikt nie może mi udowodnić w świecie Przyziemnych, że napisałam to ja. Nie mają dowodu. Więc nie panikuj. Jak to zobaczą pomyślą, że ktoś robi sobie z nich żarty lub, że był u nich włamywacz, który nic nie ukradł. Uwierz znam zachowanie tych ludzi. Są naiwni i na tyle głupi aby nie połączyć faktów. - odpowiedziałam kierując się do siebie. – W każdym bądź razie mam taką nadzieję. – dopowiedziałam w myślach.
- Sprytne. - przyznał Will.
- Dzięki. - odpowiedziałam i weszłam do siebie.

************************************  
Clary

   Po naszej małej podróży widziałam co się stało z Shadow. Była smutna i najprawdopodobniej dotknięta tym co zobaczyła. Martwię się o nią. W szczególności teraz gdy dodatkowo ma na głowie pomoc duchom. Siedząc w zamyśleniu usłyszałam ciche skrzypniecie drzwi. Spojrzałam w tamtym kierunku i ujrzałam mego ukochanego blondyna.
- Cześć skarbie. - przywitał się. A w moim brzuchu pojawiły się motyle. Chodź jesteśmy parą od tak dawna, to z każdym dniem, przy każdym spotkaniu zakochuje się w nim na nowo.
- Cześć Jace.
- Gdzie rano zniknęłaś? Szukałem cię po całym Instytucie. - odparł siadając koło mnie na łóżku.
- Byłam razem z Willem i Shadow w jej rodzinnych stronach. Chciała coś zobaczyć. - odpowiedziałam uprzedzając najprawdopodobniej jego następne pytanie.
- Aha. Tak odnośnie Shadow. Wiesz co Ona wymyśliła? Ubzdurała sobie, że pójdzie z nami na polowanie. – odpowiedział poddenerwowanym tonem siadając na łóżku. Oparł ręce na swoich kolanach i włożył dłonie w swoje włosy.
- Jakie polowanie? - spytałam zaskoczona tym, że wcześniej nie zostałam poinformowana.
- Taki mały wypad z Aleciem i Willem. Ale rozumiesz Ona nie przeszła nawet szkolenia, co ja mówię miała jeden trening a chce pchać się na demony. Przecież to nierozważne i głupie. - odparł. Widać, że był lekko zirytowany ale i zmartwiony zarazem, w końcu Shadow jest najmłodsza z nas wszystkich.
- Pozwól jej iść - wypaliłam sama do końca nie wiedząc co mówię. Jace podniósł głowę i zrobił wielkie oczy, ale cóż słowo się rzekło i nie mogłam się wycofać poza tym myślę, że to ją odstresuje, zajmie jej myśli. Sama gdy mam problemy idę pozabijać kilka demonów. - Dobrze słyszałeś. Pozwól jej iść, to jej dobrze zrobi. Poza tym sam ostatnio mi mówiłeś, że chciałbyś ją zobaczyć w plenerze, więc teraz masz okazję. I nie przejmuj się przecież będziecie z nią wy. W razie czego obronicie ją. - posłałam mu ciepły uśmiech.
- Czemu ty zawsze musisz mieć rację? - spytał przybliżając się do mojej twarzy.
- Nie wiem, tak jakoś wychodzi. – po czym złączyłam nasze usta w pocałunku.

************************************
Shadow

   Po południu byliśmy przyszykowani na polowanie. Szczerze nie sądziłam, że Jace pozwoli mi pójść ale zastała mnie miła niespodzianka. Przed obiadem przyszedł do mojego pokoju i oświadczył, że będę mile widziana na łowach. Byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Teraz w strojach bojowych w przygotowaną bronią stoimy przed Pandemonium. Zawsze chciałam tu przyjść. Niepozornie wślizgnęliśmy się do środka dzięki runom niewidzialności, szukając broń. W pierwszych chwilach nic się nie działo lecz potem Alec ogłosił, że na trzeciej znajduję się dość duża grupka demonów zmiennokształtnych. Niezauważalnie ich okrążyliśmy i ruszyliśmy do ataku. W pierwszych momentach wygrywaliśmy lecz potem dołączyło więcej demonów, którzy okrążyli Aleca, Jace'a i Willa. Byli na przegranej pozycji lecz walczyli zacięcie. Wtem jeden z demonów rzucił się na Jace'a powalając go na ziemię i wytrącając mu seraficki miecz z ręki. Szybko do niego strzeliłam trafiając prosto w serce. Demon po chwili zniknął lecz nagle pozostali ruszyli wprost na mnie. Strzelałam jak oszalała za każdym razem trafiając, lecz było ich bardzo dużo. Chłopaki leżeli na ziemi cali zakrwawieni. Zza paska wyjęłam seraficki nóż i zaczęłam po kolei zabijać każdego demona. Posoka była wszędzie nie szczędząc mnie. Byłam cała poparzona więc po krótkim czasie z powrotem wróciłam do łuku. Po jakiś dziesięciu minutach walki w Pandemonium nie pozostał już żaden z demonów. Ukrywając łuk oraz strzały szybko podbiegłam do chłopaków. Z całej trójki tylko Alec był przytomny, chodź w cale nie wyglądał lepiej od reszty. W najgorszym stanie był Jace. Na ręce było widać ugryzienie demona.
- Cholera. – zaklęłam cicho. - Możesz chodzić? - skierowałam to pytanie do Aleca. Ten pokiwał twierdząco głową. - To dobrze. Przyda mi się pomoc. Chodź narysuje Ci iratze. Może to nie to samo jakby Jace Ci narysował ale na pewno chodź trochę pomoże. - chłopak zrobił to co mu przykazałam i po chwili na jego ciele widniały dwie nowe runy lecznicze. Podbiegłam do Willa a Alec do Jace'a powtórzyliśmy czynność lecz ani u jednego ani u drugiego runy po prostu nie działały. – Cholera, obydwoje są ugryzieni. Trzeba zabrać ich jak najszybszej do Instytutu. Dasz radę podnieść Willa? - spytałam nie tracąc zimnej krwi.
- Shadow nie dasz rady ponieść Jace'a on jest dla ciebie za ciężki. Ty weź Willa a ja Jace'a. – zaczął negocjować Alec. 
- O nie. Ledwo trzymasz się na nogach a i tak masz ponieść ciężar. Ty bierzesz Willa bo masz obrażenia. Mi nic się nie stało. I nie martw się, jestem na tyle silna by zanieść twojego parabatai bezpiecznie do Instytutu, nie upuszczając go, a teraz ruchy bo nie mamy czasu.- zażądałam. Alec więcej nie protestował i wykonał moje polecenia. Po chwili biegliśmy z nieprzytomnymi chłopakami na rękach w stronę Instytutu. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Szybko wbiegliśmy po schodach wołając o pomoc. Na ratunek przybyli nam wszyscy nawet Marys i Robert, którzy najwidoczniej podczas naszej nieobecności wrócili z Idrisu. Na pomoc został wezwany Magnus i jeszcze inna czarownica której imienia nie pamiętam. Czarownicy zjawili się w samą porę, gdyż brakowało kilku minut aby jad zabił chłopaków. Obecnie ich stan jest stabilny i czekamy na ich wybudzenie. Razem z Aleciem również leżymy w szpitalu, w Instytucie.

  10 minut wcześniej.

- Shadow, Alec co się stało? - zapytała zmartwiona Clary widząc nieprzytomnego narzeczonego.
- Zaatakowały nas demony. Są w ciężkim stanie. Zostali przez nich ugryzieni. - odparłam lekko zasapana.
- Cholera. Szybko wezwijcie czarowników. -  zarządziła Marys. Po jej słowach Isabel pobiegła ich zawiadomić. Ja z Aleciem za ten czas zanieśliśmy nieprzytomnych do szpitala. Czarownicy zjawili się w przeciągu kilku minut i ich uratowali. Gdy stan Willa i Jace'a się ustabilizował podbiegła do mnie Clary i mocno mnie przytuliła. Po czym zasyczałam gdyż zapomniałam o posoce. Byłam tak zajęta ratowaniem życia innym iż zapomniałam o sobie.
- Co się stało? - zapytała zmartwiona.
- To tylko posoka. Nic wielkiego - odparłam wyczerpana. Powoli opuszczała mnie adrenalina i zaczynałam odczuwać narastający ból oraz zmęczenie.
- Jak to nic takiego? Przecież to musi cholernie boleć. Czemu wcześniej nic nie mówiłaś? – zapytała poddenerwowanym i karcącym głosem. Zaczęła mnie dokładnie oglądać a na jej twarz wskoczył grymas bólu.
- Adrenalina. -  odparłam krótko. – A poza tym, to jest nic w porównaniu do tego co stało się chłopakom. Oni byli w tej sytuacji ważniejsi niż kilka oparzeń.
- Kładź się - rozkazała dziewczyna. Wykonałam jej polecenie, bacznie się jej przyglądając Dziewczyna kiwała głową. Wyglądało na to, że moje oparzenia były większe i poważniejsze niż myślałam. Clary narysowała mi aż trzy iratze, po czym zostawiła mnie abym odpoczęła. Tak też zrobiłam.
Koniec retrospekcji.
   Spałam z jakieś sześć może osiem godzin. Po czym obudziłam się i sprawdziłam jak czują się inni. Wszyscy spali więc wróciłam na łóżko i wpatrywałam się w gwiazdy widoczne przez okno. Moje bezczynne siedzenie przerwało wejście do pomieszczenia postaci. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie kto przyszedł słysząc jej głos.
- Shadow, możemy porozmawiać? – zapytała owa postać z troską w głosie.

*********************************************************************************

   Cześć Wszystkim.

Nie mam pomysłu co tu napisać. Więc tak, wszystkim uczniom 3 klasy gimnazjum życzę powodzenia w ostatnim dniu egzaminów. A za moje błędy przepraszam. Jak zwykle proszę o komentarze i do następnego.

Pozdrowienia i całusy Córka Razjela ☺

piątek, 15 kwietnia 2016

SPECJALNY ROZDZIAŁ URODZINOWY




Clary  

   Wreszcie nadszedł ten dzień. – pomyślałam wstając jeszcze przed świtem z łóżka. Dziś odbędzie się przyjęcie urodzinowe z okazji 16 urodzin Shadow, co prawda nie ma dzisiaj 15 kwietnia ale z tego co się dowiedziałam dziewczyna nie obchodziła tak ważnych urodzin. Co szkodzi na przeszkodzie urządzenia ich dzisiaj? W końcu szykuje się najcieplejszy dzień w tym roku. Tak się cieszę, że możemy sprawić jej szczęście.
   Od rana wszyscy prócz Shadow są na nogach i szykują dekoracje, przekąski i inne atrakcje. Na placu za Instytutem Magnus urządził istny wodny raj. Mnóstwo zjeżdżalni, basenów i  zraszaczy. Dla tych co nie przepadają za wodą postawił ogromny Diabelski Młyn i górską kolejkę oraz  samochodziki do zderzania. Prawdę mówiąc nie sądziłam, że ten plac jest taki duży. Pomiędzy głównymi atrakcjami znajdowały się stoiska z watą cukrową, popcornem, różnymi napojami i butka z lodami.
   Jestem głównym zarządcą całych przygotowań. Wszystko spoczywa na moich barkach, ale co się dziwić przecież to ja to wszystko wymyśliłam. Podchodziłam do każdego i pytałam się czy wszystko jest gotowe. Simon i Izzy przygotowywali tort, Jace i Alec fajerwerki, Magnus wszystkie atrakcje a ja pilnowałam wszystkiego i robiłam dekoracje.  Will zajmował się swoją dziewczyną tak aby ta nie dowiedziała się niczego. W sumie miał łatwe zadanie bo Shadow cały czas spała.
   Ostatni raz sprawdziłam czy wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Gdy wszystko takie było, zebrałam wszystkich i zwartą grupą weszliśmy po cichu do pokoju naszej jubilatki.  Shadow spała jak zabita natomiast William leżał obok niej głaszcząc jej długie włosy. Wszyscy zebrani wykrzyczeli zgodnym chórem: „Wszystkiego Najlepszego”. Dziewczyna bardzo szybko się obudziła, wyjęła coś z pod poduszki i rzuciła tym czymś w naszą stronę. Przedmiot ze świstem przeleciał koło mojego ucha a potem wbił się w ścianę. Owym przedmiotem okazał się sztylet. Shadow podniosła się do pozycji siedzącej, jej oczy się rozszerzyły i rękami zakryła usta.
- Przepraszam. Taki odruch, mam nadzieje, że nic Ci się nie stało? – spytała gdy pierwszy szok minął. Odpowiedziałam, że wszystko jest w porządku. Dziewczyna wyskoczyła z łóżka i podbiegła aby uwięzić mnie w swoim żelaznym uścisku. Po dłuższej chwili odsunęła się ode mnie. – zaraz, zaraz mówiliście, „Wszystkiego Najlepszego” ale przecież nie mam dziś urodzin. Prawdziwa data była kilka miesięcy temu.
- Ale wiem z dobrych źródeł, że takowych nie obchodziłaś.  –dziewczyna znacząco spojrzała na swojego chłopaka, ten tylko wzruszył ramionami. – a dziś jest idealny dzień na uczczenie tego. Więc czemu by nie? – kontynuowałam.
- Na Anioła. Wy naprawdę nie macie nic innego do roboty jak rozpieszczanie mnie? – spytała z przekąsem w głosie.
- Nie, raczej nie. Od pewnego czasu to stało się główną atrakcją. – odpowiedział Jace. Shadow wybuchła głośnym i szczerym śmiechem. Spojrzała na siebie a na jej policzki wskoczył rumieniec. Albowiem była w samej za dużej koszulce Willa i koronkowych czarnych majtkach. Szybko zakryła się rękoma. Widać było, że szukała najpewniej szlafroka, niestety nigdzie go nie było.
- Dobra damy Ci czas na przygotowanie się. Masz na to 15 minut potem będziesz nasza. – uśmiechnęłam się do niej. Widząc, że już próbuje otworzyć usta aby najprawdopodobniej zaprzeczyć wtrąciłam. – nie możesz się wycofać wszystko jest już przyszykowane. – wychodząc z pokoju jako ostatnia dodałam. – Will się tobą zajmie. Pilnuj jej. – ostatnie słowa powiedziałam bez głośnie kierując je do chłopaka. Ten prawie nie widocznie skinął głową.
   Wyszłam z pokoju. Przed drzwiami zastałam moich przyjaciół i chłopaka. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi. Alec obracał w palcach sztylet, który wcześniej tkwił w ścianie.
- Chyba wszystko się udało. – odparł czarnowłosy. – nieźle, śpi z sztyletem pod poduszką, jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony. -  zaśmialiśmy się i zeszliśmy do naszego „domowego” wesołego miasteczka.

Shadow

   Po tym jak moi „goście” wyszli z pokoju, rzuciłam się na szyję mojemu chłopakowi. Ten odwzajemnił uścisk i pocałował mnie w czoło.
- Wiedziałeś. – bardziej stwierdziłam niż zapytałam. Na jego twarzy zagościł zabójczy uśmiech, który tak bardzo kochałam.
- Jasne, że wiedziałem. A teraz chodź się ubrać bo jak się nie wyrobimy to będzie z nami źle. Uwierz wiem co mówię. – po tych słowach zaciągnął mnie do garderoby. Wybrał dla mnie krótkie, jasne, dżinsowe spodenki poprzecierane w niektórych miejscach i miętową koszule z kołnierzykiem ze złotymi ćwiekami bez rękawów, do tego złote sandałki i kostium kąpielowy?
- Po co mi kostium? – zapytałam zdezorientowana. Ten był śliczny, dwu częściowy i miętowy w szare paseczki. Chłopak tylko się uśmiechnął i wręczył mi ubrania, i wyszedł do pokoju. Zrobiłam to samo i skierowałam się do łazienki, tam zrobiłam poranną toaletę i ubrałam się w przyszykowane ubrania i kostium kąpielowy (od aut. Wiecie, najpierw kostium a na to reszta ubrań ☺), a z włosów zrobiłam luźnego kłosa opadającego na lewe ramię. Z półki zgarnęłam jeszcze okulary przeciwsłoneczne i  kapelusz, na niego założyłam okulary. Gotowa wyszłam z łazienki.
   Chłopak czekał na mnie siedząc na moim łóżku. Wyglądał zabójczo. W krótkich dżinsowych spodenkach i białej koszulce z nadrukiem z włosami postawionymi na żel i okularach słonecznych. Chwycił moją dłoń i razem ze splecionymi palcami wyszliśmy z pokoju. Gdy byliśmy przed wyjściem na plac Instytutu Will zakrył mi dłońmi oczy i zaczął prowadzić. Gdy przeszliśmy przez drzwi poczułam ogromne ciepło a potem usłyszałam śpiewane „sto lat”. Will odkrył mi oczy i ujrzałam olbrzymi tort i wszystkich moich znajomych wliczając w to Panią Konsul, Alice po prostu wszystkich nawet Jima i Tessę oraz Williama Herondala. Nie było tylko mojej byłej rodziny.  Gdy skończono śpiewać Will pocałował mnie a potem razem podeszliśmy do tortu. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy szczęścia. Szybko je otarłam i zaczęłam kroić tort na prośbę Clary. Ten był pyszny, czekoladowo – miętowy. Gdy wszyscy już zjedli zaczęliśmy się bawić. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie widzę, na placu było istne wesołe miasteczko. Od razu z Willem wskoczyliśmy na kolejkę górską. Jeździliśmy nią chyba z trzy razy. Potem poszliśmy na samochodziki z całą naszą grupą przyjaciół. Zjedliśmy lody i watę cukrową. Po około dwóch godzinach cudownej zabawy na podium znajdującym się na samym środku placu weszła Clary. Postukała kilka razy w mikrofon i gdy upewniła się, że ten działa zaczęła mówić.
- Drodzy Panie i Panowie. Zapewne każdy z Was wie dlaczego się tu zjawiliście, jednak gdyby ktoś zapomniał, przypomnę. Dzisiaj obchodzimy 16 urodziny Shadow. Każdy z Was wie, że Shadow 16 lat już ma od pewnego czasu, ale do tej pory nie miała imprezy urodzinowej z racji tego, że jesteśmy jedną wielka rodziną, urządziliśmy je dzisiaj. – po wypowiedzianych słowach wszyscy spojrzeli się w moją stronę. – a teraz zapraszamy na scenę naszą jubilatkę aby przemówiła. Shadow musisz zrobić co chcesz aby nam zaimponować w końcu na prezenty trzeba zasłużyć. – skończyła rudowłosa. Will, który trzymał mnie za rękę ścisnął ją na dodanie otuchy. Goście zrobili przejście a ja chwiejnym krokiem weszłam na scenę.
- Cześć wszystkim. Naprawdę dziękuję za to wszystko, ale nie trzeba było. Dziękuję za fatygę, po prostu dziękuję, że jesteście. Jeszcze nigdy nie miałam takich urodzin, zawsze wiecie kawałek tortu i świętuj sobie sama. Nawet nie wiecie ile to dla mnie wszystko znaczy. – po moich policzkach kolejny raz w tym dniu popłynęły łzy. – tutaj jako Nocna Łowczyni znalazłam, najwspanialszego chłopaka na świecie, nie obraź się Jace – uśmiechnęłam się do niego, widząc go w tłumie odwzajemnił uśmiech. – znalazłam, najlepszych przyjaciół jakich ktokolwiek i  kiedykolwiek mógł sobie wymarzyć, rodzinę, dom a także moje prawdziwe ja. – na twarzach wielu zebranych, zagościły uśmiechy a także łzy. – kończąc tą jakże rozczulającą wypowiedź. – wszyscy wraz zemną wpadli w śmiech. – zaśpiewam dla Was jeżeli tylko mi pozwolicie. To będzie akapela kierowana głównie do mojego chłopaka.
Every night in my dreams
I see you, I feel you
That is how I know you go on
Far across the distance
And spaces between us
You have come to show you go on

Near, far, wherever you are
I believe that the heart does go on
Once more you open the door
And you're here in my heart and
My heart will go on and on

Love can touch us one time
And last for a lifetime
And never let go till we're gone
Love was when I loved you
One true time I hold to
In my life we'll always go on

Near, far, wherever you are
I believe that the heart does go on
Once more you open the door
And you're here in my heart and
My heart will go on and on

You're here there's nothing I fear
And I know that my heart will go on
We'll stay forever this way
You are safe in my heart and
My heart will go on and on
   Skończyłam śpiewać. Rozległy się gromkie brawa. Ukłoniłam się a z tłumu wybiegł nie kto inny jak Will. Złapał mnie w pasie i ściągnął ze sceny. Wpił się w moje usta i zaniósł mnie do naszych najbliższych przyjaciół. Tam każdy z „nie wiadomo” jakiego powodu trzymał ręce za plecami. Mój chłopak odstawił mnie na ziemię.
- Jak widzę zasłużyłaś na prezenty. – uśmiechnęła się Clary i podała mi małe zawiniątko. Otworzyłam je i ujrzałam „spinkę” do włosów z wysuwaną głowicą. Co się okazało w środku znajdował się mały sztylecik. – piękne, użyteczne i przydatne gdy zapomnisz broni. – szepnęła mi do ucha.
   Następny z prezentem był Jace, który dał mi nowy pas z bronią. Później Alec z zapasowym łukiem, Izzy, która dała mi szpilki, Simon, który dał mi jakieś stare wydanie „Naruto”, na samym końcu był Magnus, który podarował mi perfumy zrobione specjalnie dla mnie. Nie powiem zapach był zabójczy.
- Ode mnie dostaniesz w odpowiednim momencie. – szepnął mi do ucha Will.
   Potem nastąpiło rozpakowywanie prezentów od reszty gości. Dostałam bardzo dużo, różnej broni, ubrań, dodatków i innych. Najważniejszym prezentem był pierścień rodowy od Pani Konsul. Na pierścieniu znajdował się drozd i sztabki srebra. Na całej długości pierścienia przeplatały się na przemiennie. Byłam bardzo zadowolona do czasu aż Will kazał zostać mi tylko w stroju kąpielowym. Wziął mnie na ręce, podszedł do basenu i niespodziewanie mnie do niego wrzucił. Zaczęłam wierzgać nogami i rękami. Chyba zapomniałam wspomnieć, że nie umiem pływać. Basen był bardzo głęboki co za tym idzie do dna też jest daleko. Powoli zaczęłam tracić świadomość. Gdy byłam na pół przytomna jakieś silne ręce złapały mnie i wyciągnęły z wody. Osoba, która była dla mnie teraz jednym wielkim rozmazanym obrazem nałożyła mi iratze a obraz i mój oddech zaczął wracać do normy. Wokół mnie zebrało się nie małe zbiorowisko. Osobą, którą mnie wyłoniła okazał się być sprawca całego tego zajścia.
- Na Anioła, nie mogłeś mnie uprzedzić, że wrzucisz mnie do basenu śmierci? – spytałam śmiejąc się. Miny chłopaka i reztę zebranych wyrażały zaskoczenie, strach i ulgę. – Żeby chcieć utopić swoją dziewczynę i to na jej imprezie? Chyba powinnam to zgłosić. – nie przestawałam się śmiać. Will podbiegł do mnie aby zamknąć mnie w szczelnym uścisku. – O a teraz na dodatek chcesz mnie udusić. – odpowiedziałam, chłopak delikatnie poluźnił uścisk i kazał wracać wszystkim do zabawy mówiąc iż nic mi nie jest.
- Przepraszam. Nie mówiłaś, że nie umiesz pływać. Zdawało mi się, że jak twój brat jest w tym taki dobry to ty też. – odpowiedział. Westchnęłam cicho.
- Will ja nie jestem moim bratem. Ja jestem sobą i owszem nie mówiłam bo nie pytałeś. Z resztą jak myślisz czemu przez cały dzień trzymałam się z daleka od wody? – zapytałam, uśmiechając się. Nie chciałam psuć sobie ani nikomu innemu tego dnia. W końcu to tylko taki mały incydent. Przez, który mogłaś zginąć. – powiedział mój wewnętrzny głos. Oj zamknij się – odpowiedziałam mu.
- Wiem, że nim nie jesteś. Jesteś sto razy ładniejsza i na pewno sto razy więcej umiesz. A teraz jeśli pozwolisz wejdziesz ze mną do wody i trochę pouczymy się pływać. W końcu jesteś Nefilim a nam nie wypada się bać. – odpowiedział.
- Wiesz, Jace boi się kaczek. – zaoponowałam, gdy chłopak podawał mi rękę aby pomóc mi wstać.
- Tak, muszę przyznać jego strach jest dość zabawny. – odpowiedział. Obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
   Zgodziłam się na lekcje pływania, bo wszystko co robię z Williamem jest wspaniałe. Takie też było pływanie. Nie sądziłam, że położenie się na wodzie może być aż tak bardzo odprężające. Po nauce poszliśmy na zjeżdżalnie wodne a później zrobiliśmy sobie zawody z całą naszą paczką (Clary, Jace, Alec, Izzy, Will i czasem Simon) w ślizganiu się na macie zroszonej przez wodę. Sędzią był Magnus a całe rozgrywki wygrał Alec, na drugim miejscu był Jace a na trzecim Will. Niestety ani jedna dziewczyna nie załapała się na podium ale jakoś nikt się tym nie przejął. Każdy dobrze się bawił i to było najważniejsze.
   Gdy dzień skłaniał się ku końcowi a słońce zaczynało powoli zachodzić zabrałam Willa na diabelski młyn aby obejrzeć cały zachód słońca w pełni z góry. Wsiedliśmy do jednego z wagoników i koło ruszyło. Zatrzymało się na górze. Will ujął moje dłonie i wręczył mi małe podłużne pudełeczko.  Otworzyłam je i mym oczom ukazał się piękny srebrny naszyjnik. Za zawieszkę służyły dwie splecione ze sobą dłonie od których odchodziły skrzydła. Na odwrocie każdej z dłoni były wygrawerowane nasze imiona. Lewa należała do Willa a prawa do mnie. Ucałowałam Willa bardzo mocno i wtuliłam się w niego. Poprosiłam go aby zapiął mi naszyjnik. Gdy ten leżał już w głębieniu mojej szyi wtuliłam się w chłopaka i razem wpatrywaliśmy się w zachodzące słońce.

**********************************************************************************
   Cześć wszystkim. ☺
Przesyłam dla Was kolejny tym razem urodzinowy rozdział. Urodzinowy rozdział z okazji urodzin. Pomysł z miasteczkiem zaczerpnęłam z obchodzenia swoich urodzin (ja się nie topiłam☺). W każdym razie mam nadzieje, że taki rozdział się spodobał. Zastanawiam się czy nie wykorzystać niektórych rzeczy takich jak pierścień rodowy Shadow i naszyjnik w późniejszych rozdziałach w głównym opowiadaniu. Piszcie co o tym myślicie. Za wszystkie błędy przepraszam.
Pozdrawiam uszczęśliwiona Córka Razjela ☺
Ps. Rozdział bez notki zawiera 2169 słów. Jak do tej pory jeden z  najdłuższych. Jak chcecie mogę pisać pod każdym rozdziałem ile jest słów.